Strona używa plików cookies więcej

Felietony

Skamnografy

Jana Stanisława Bystronia frapowały napisy na pomnikach, figurach, drzewach, pierścieniach, łyżkach etc. Studnia bez dna! Stykamy się przecież z zalewem inskrypcji, które pełnią rozmaite funkcje, zróżnicowanych pod względem siły i zasięgu oddziaływania. A napisy na ławkach? Już w Nowych Atenach ks. Benedykta Chmielowskiego czytamy, że takie mikroteksty przydawały splendoru firlejowskiemu kościołowi. Obecnie skamnografy (od łac. scamnum – ława i gr. graphō – piszę) są ciągle witalne. Przyjrzyjmy się więc napisom ukraszającym ławki w Instytucie Filologii Polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego – pisze dr hab. Bogusław Bednarek.

fot. Dominika Hull

Część interesujących nas inskrypcji wchodzi w alianse z rysunkami i malunkami. Oto widzimy szyld, który upowszechnia niebłahą wiadomość: „Studium Praktycznej Nauki Marnotrawienia Cennego Czasu”. Z kolei zgrabnie naszkicowany bałwanek pokrzykuje: „Hejka! Jestem Olaf, trochę brakuje mi ciepła!” Podkreślmy, iż pewne skamnografy są utrwalone w wyrazistej przestrzeni intertekstualnej. Łatwo uzasadnić to stwierdzenie: „Życie jest pomostem. Nie buduj na nim niczego trwałego”. Cytowaną opinię, wzmagającą potencjał semantyczny zwykłej ławki, ktoś opatrzył komentarzem: „Głębokie jak nie wiem co”. Doceniono również wagę następującego zdania: „Plebs siedzi w domu, szlachta na wykładach”. Nawiązano swoisty dialog z tym poglądem, dopisując ważkie pytanie: „A Buka gdzie?” Oczywiście, tylko Tove Jansson, autorka cyklu książek o Muminkach, zdołałaby rozstrzygnąć ową kwestię. Ale nie sposób dociec, czy uznałaby za słuszne przesłanie skamnografu: „Kochaj, w miłości miłość jest nagrodą”. Przytoczoną poradę skwitowano na ławce i lapidarnie, i bez szczególnej fatygi myślowej słowem odległym od mulistych subtelności: „Pieprzysz!”.

Wśród gatunków literackich, któ- re z przymrużeniem oka wyodrębniła Wisława Szymborska, dostrzegamy „lepieje”. Do zbioru tej kategorii przekazów należy skamnograf: „Lepiej moczyć jaja w szklance, / Niż się uczyć w budowlance. / Lepiej wypić własne siki, / Niż być studentem politechniki”. Odmiennych wrażeń dostarcza utrwalony na ławce wierszyk, który epatuje milutką dziecięcością: „Mam czarnego kotka / i pieska w kropeczki. / Chodzę do przedszkola, / śpiewam piosneczki”. Niekiedy jednak dopadają człowieka przykre refleksje i egzystencjalne smutki: „Samotność jest wtedy, gdy każdy tramwaj jest dobry”; „Jestem w dupie. Ich bin in Arsch”; „Wszystko wydaje się gówniane”, „L’amour est mort”. Istnieją też inne skamnografy sprzeczne – na serio lub dla zgrywy – z optymizmem: „Masakra, masakra, masakra”; „Zabierzcie mnie stąd”; „Kończ waść zajęcia!” Nawiasem mó- wiąc, wolno ubolewać, że ławki są wręcz okupowane przez inskrypcje: „Nuda”; „Umieram z nudy”; „Było, jest, będzie nudno”. Kie licho? Skutek uwiądu pasji poznawczych? Trudno mi o tym dyskutować, ponieważ nigdy się nie nudziłem i nie nudzę.

Na ławkach odnotowano kilka łacińskich formuł: „Ars longa, vita brevis”; „Hodie mihi, cras tibi”; „Pro publico bono”; „O tempora, o mores!” Jak widać, erudycja nadal panoszy się w akademickim świecie. Zaowocowała również skamnografem: „Dlaczego Indianom jest zimno? Bo Kolumb ich odkrył”. Owe dwa zdania tworzą figurę retoryczną o nazwie aitiologia (subiectio), figurę złożoną z pytania, na które udziela się odpowiedzi. Wszelako dominują skamnografy słabiej zakorzenione w wysokiej kulturze: „Palenie zabija twoje plemniki”; „Gdzie kucharek 6, tam cycków 12”; „Lepsze spanie niż rzyganie”. Czysta prawda! To budujące, że w obecnej epoce, rozdzieranej frustrującymi kontrowersjami, ciągle jeszcze można delektować się tym, co klarowne i drwiące z relatywizmu. Niestety, ludzie chętnie stroją fochy i bywają niezdolni do wypracowania wspólnego stanowiska nawet w bardzo zasadniczej sprawie. Bo co sądzą studenci polonistyki o roztrząsaniu problemów gramatycznych? Otóż nasi żacy nie tworzą jednolitego frontu, balansując między aprobatą („Niech żyje trzecia palatalizacja!”) a dezaprobatą („Fonetyka to dno”; „Morfologia – shit”). Mnie zaś rozbroił konsolacyjny wydźwięk skamnografu: „W życiu twoim wkrótce znikną jery”.

Potrzeba błaznowania, wykonywania sowizdrzalskich gestów i rozśmieszania nonsensem jest nieśmiertelna. Dlatego skamnografy apelują: „Ściągaj majty, dryluj wiśnie”; „Puszczaj pawia wodogłowiem”; „Niech w twym łonie ogień płonie”. Ostatnia z wymienionych zachęt jest i zrytmizowana, i odrobinę swawolna, przy czym tę drugą właściwość wykazuje również indagacja: „Na jaki paradygmat masz ochotę, maleńka?” Większą atoli jędrnością odznacza się wypowiedź, w której pseudogroźbie towarzyszy humorystycznie ujęty pierwiastek skatologiczny: „Urwę ci łeb i nasram do szyi!” Natomiast ani okropności, ani frywolności nie dostrzegamy w prośbie – „Powiedz gniewnym tonem: bąbelki”. Krotochwilne podścielisko tej prośby zdecydowanie odbiega od chłodnej diagnozy: „Za głupi na inżyniera, za leniwy na humanistę”. Dodajmy, iż liczne skamnografy są osobliwymi połączeniami dwóch wyrazów: „alternatywne gołodupie”, „rafa penisowa”, „tęczowy wypierd”. Ponadto zrodził się skamnograf, który w triadzie skróconych, podobnie brzmiących określeń obnaża sedno pewnego kierunku studiów: „filo polo patolo”.

Uwzględnione w tym felietonie skamnografy, należące do rozległej dziedziny form sylwicznych, współtworzą folklor uniwersytecki. Wiążą się z nimi kwestie, które powinny zaciekawić psychologów, semiotyków, filologów. Przecież już sam akt sporządzania napisu, zespolony z jakąś potrzebą i intencją, warto poddać analizie. A jeśli plony dociekań okażą się nikłe? Wówczas znajdziemy pociechę w skamnografie: „Hakuna matata!”.

dr hab. Bogusław Bednarek, Instytut Filologii Polskiej

Dodane przez: Kamilla Jasińska

10 Sty 2017

ostatnia modyfikacja: 12 Sty 2017