Strona używa plików cookies więcej

Felietony

Bogusław Bednarek: W świecie ossolińskich starodruków

Seneka Młodszy trafnie orzekł: „Otium sine litteris mors est et hominis vivi sepultura” („Odpoczynek bez lektury to śmierć i pogrzebanie żywego człowieka”). Natomiast Jorge Luis Borges oznajmił: „Zawsze wyobrażałem sobie raj jako bibliotekę, nigdy jako ogród”. Warto też przytoczyć refleksję Karola Irzykowskiego: „Bez moich książek i skryptów czuję się jak myśliwiec, któremu spalono dżunglę”. W pełni akceptuję sensy cytowanych wypowiedzi, ponieważ wiem, ile dóbr podarowały mi starodruki z Biblioteki Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Wrocławiu. Jednocześnie podczas wizyt w owym królestwie sędziwych ksiąg mogłem podyskutować i pożartować z nietuzinkowymi, fascynującymi ludźmi – pisze dr hab. Bogusław Bednarek.

fot. Dominika Hull

W ossolińskiej czytelni starodruków widywałem Marię Eustachiewicz, Władysława Floryana, Mieczysława Klimowicza i wiele innych osób pogłębiających swą wiedzę o niegdysiejszym piśmiennictwie. Bardzo mile wspominam uczone i zaprawione poczuciem humoru wywody Romana Kalety. Parokrotnie opowiedział mi dykteryjkę, którą wcześniej opublikował w Sensacjach z dawnych lat, dykteryjkę sławiącą cięty dowcip Katarzyny z Potockich Kossakowskiej, kasztelanowej kamieńskiej. Otóż pewnego dnia na wardze rzeczonej damy wykluła się bolesna krosta. Wtedy bliżej nieznany sędzia trybunalski złożył bezczelnawą propozycję: „Pocałuję krostę i utrapienie zniknie”. Kasztelanowa mu odpaliła: „Dziękuję waszmości, ale zachowuję sobie tę łaskę, jak będę na hemoroidy chorowała”. Z kolei Czesław Hernas, który przewertował setki ossolińskich starodruków, nakłonił mnie do lektury Postylli Adama Gdacjusza. Kluczborski luteranin potępia w niej guślarzy i zabobonników utrzymujących, że jeśli w wigilię Bożego Narodzenia krowy zjedzą mlecz śledzia, to przez cały rok będą dojne. W Zawoi pod Babią Górą, gdzie spędziłem dzieciństwo, zetknąłem się z identycznym wierzeniem. Nawiasem mówiąc, jakiś moralista gderał, że użyte przez Gdacjusza słowo „pępek” (umbilicus) jest paskudne, albowiem można nim „zgorszyć fraucymer”.

Szare komórki miłośnika ossolińskich starodruków są ustawicznie drażnione dziwnymi, a zarazem ekscytującymi informacjami. Na przykład w Demokrycie śmiesznym Mateusza Ignacego Kuligowskiego widnieje passus o szaleńcu, który mniemał, że jest pszenicznym ziarnem. „Uleczono go, podając mu pieczone wróble. A Kazania na niedziele i święta Piotra Skargi? W księdze tej szermierz polskiej kontrreformacji ruga siarczyście amatorów podejrzanych przyjemności: „O głupi, pyszni wieśniacy! O sprosni i łakomi wołowcy, o cieleśni wieprzowie, długoż się nie obaczycie?” Tłustym słowem potrafił też operować Stanisław Grodzicki. W Prawidle wiary heretyckiej piętnuje on ministrów ariańskich zborów, którzy „pułkartne [sic!] inwektywy na nas jedne za drugą wyrzygają”. Gwoli wyjaśnienia odnotujmy, iż „pułkartne” – to treści wypełniające stronicę, czyli połowę karty. Natomiast w Kazaniach na niedziele i święta doroczne Fabiana Birkowskiego diabeł jawi się jako mirmicoleon – mrówkolew, bo zamierzając omotać człowieka, najpierw naśladuje tycią mrówkę, a kiedy wreszcie capnie grzesznika, przybiera postać „lwa okrutnego”. W tym kontekście wypada dodać, iż w mesjadzie, którą ułożył Szymon Gawłowicki, pobrzmiewają dźwięki wydawane przez zgraję diabłów: „Szczekania, wycia, piski, świnie krzyki, […] gwizdy, ksykania i ogromne ryki”. Ale i Krzysztof Kraiński, wybitny protestant, nie skąpi ciekawych wiadomości. W Postylli Koś- cioła powszechnego apostolskiego przypomina bowiem, że według ubiquitarzy niebo jest wszędzie, a hemerobaptistowie codziennie przystępowali do chrztu. Bardziej jednak bulwersuje nobliwy starodruk, w którym Antonio Dazza podaje imię anioła stróża błogosławionej Joanny della Croce. Anioł ów, tzn. Larvellus Aureus, był „pokryty rozmaitymi napisami”, Joanna zaś, gorliwie umartwiająca ciało, „siedmiofuntowym kamieniem tak ochotnie piersi swe biła, że aż na ścianę krew skakała”. A słynny ongiś Antoni Węgrzynowicz? Sformułował on przecież nader wnikliwe spostrzeżenie: „Jakoż pospolicie swarliwe niewiasty prędko na twarzy jako wór pomarszczony fałdów, to jest marszczków, dostają, prędko babieją”.

Obcowanie ze starodrukami dostarcza niemało emocji. Istnym cudeńkiem są choćby dedykowane Annie Jagiellonce Modlitwy nabożne wszem białymgłowom należące (Kraków 1587). Książka ta pyszni się aksamitną oprawą ze złoconymi okuciami i klamrami, puncowanymi i malowanymi brzegami kart oraz tekstem w ramkach drzeworytowych, ramkach zwieńczonych podobiznami delfinów. Z innych powodów przykuwa uwagę Roland Furieux, francuskojęzyczna edycja poematu Ariosta. Jest to książka zawierająca małą skrzynkę, służącą do przewożenia tajnych dokumentów lub kosztowności. W Ossolineum zgromadzono również publikacje uszlachetnione superekslibrisami Zygmunta II Augusta, Zygmunta III Wazy, Władysława IV, Stanisława Leszczyńskiego. Swoistą „magię” owych zabytków potęgują szelesty przewracanych stronic, faktury okładek, zapachy niemłodych papierów.

Spędzałem i nadal spędzam długie godziny nad ossolińskimi starodrukami. Wszelako nie jestem nimi do tego stopnia oszołomiony, żeby uznać za słuszny pogląd Anatola France’a: „Czymże jest kobieta w porównaniu z papirusem aleksandryjskim!”.

dr hab. Bogusław Bednarek, Instytut Filologii Polskiej

Dodane przez: Kamilla Jasińska

10 Sty 2017

ostatnia modyfikacja: 17 Sty 2017