Strona używa plików cookies więcej

Badania

Zatumie, czyli biblioteka na cmentarzu

Historia wrocławskiego cmentarnictwa jest tragiczna i skomplikowana, ale jednocześnie fascynująca. Nie jest tajemnicą, że wrocławianie śpią, pracują czy spacerują po szczątkach dawnych mieszkańców miasta, nie zawsze jednak o tym wiedząc. Wiele parków, placów zabaw, bloków mieszkalnych czy obiektów użyteczności publicznej znajduje się na miejscu dawnych cmentarzy. O cmentarzu na Zatumiu, na miejscu którego stoi dziś nowy gmach Biblioteki Uniwersyteckiej, rozmawiamy z dr Magdaleną Wojcieszak z Instytutu Archeologii.

Władze Uniwersytetu Wrocławskiego już od lat 50. XX wieku zabiegały o rozpoczęcie budowy nowego gmachu Biblioteki Uniwersyteckiej. W latach 80. na cel została przeznaczona działka leżąca między ruchliwą aleją kardynała Wyszyńskiego, nadodrzańskim bulwarem Fryderyka Joliot-Curie oraz gmachami Instytutu Chemii. We wrześniu 2003 r. rozpoczęto w tym miejscu prace budowlane, podczas których dokonano przypadkowego i zaskakującego odkrycia…

Rzeczywiście, nie spodziewano się tam takiego odkrycia. Ku zaskoczeniu i zapewne niezadowoleniu inwestorów spod łyżek koparek „wychynęły” ludzkie kości. Wezwani na miejsce archeolodzy, Paweł Konczewski i Krzysztof Czarniak, potwierdzili istnienie kilku grobów szkieletowych, które zostały przez nich zadokumentowane, a ich zawartość wyjęta.

To znalezisko nie było jednak ostatnie, prawda?

Zgadza się, to był dopiero początek. Przy zdejmowaniu kolejnych warstw ziemi okazało się, że poniżej rysują się następne jamy grobowe. Ich liczba wskazywała na istnienie w tym miejscu regularnie użytkowanego cmentarzyska, dlatego konieczne było rozpoczęcie zakrojonych na szeroką skalę badań archeologicznych. Stały się one możliwe dzięki życzliwości i pomocy władz Uniwersytetu Wrocławskiego na czele z ówczesnym rektorem, prof. Zdzisławem Latajką.

Budowa Biblioteki Uniwersyteckiej musiała poczekać, ale dzięki badaniom dowiedzieliśmy się czegoś nowego o historii Wrocławia. Skąd takie zaskoczenie? Nie było wiadomo, że niegdyś był tam cmentarz?

Według zachowanych map historycznego Wrocławia, w tym miejscu, znanym jako Zatumie (Hinterdom/Hintertum), nie było żadnego cmentarza, a jedynie zabudowa mieszkalna i pastwiska. Zaskoczeni byli nie tylko wrocławianie, którzy o odkryciu dowiedzieli się z mediów, ale też archeolodzy i historycy. Ekipę badawczą stanowili m.in. studenci Instytutu Archeologii UWr, wspomagani przez antropologów z Katedry Antropologii. Tempo było szybkie, bo dyktował je pośpiech inwestorów, ale udało się odsłonić sporo szczątków. W ciągu miesiąca na obszarze ok. 10 arów w metodyczny sposób odsłonięto i wyeksplorowano 318 pochówków, jednak liczba pochowanych na tym terenie osób była z pewnością większa. Trudno oszacować, ile grobów mogło pierwotnie znajdować się na cmentarzu, gdyż jego teren został naruszony w XIX wieku, kiedy wzniesiono tam budynki mieszkalne. Biorąc jednak pod uwagę duże zagęszczenie grobów i spory areał tej nekropoli, mogło ich być co najmniej 500.

W jakim stanie zachowały się groby i szczątki?

Znaczna część grobów była uszkodzona lub zniszczona. Jamy grobowe nakładały się na siebie, ich zarysy przecinały się, miejscami naliczono siedem warstw pochówków. Taka sytuacja wskazywała na stosunkowo długi czas użytkowania cmentarzyska. Stan zachowania szczątków był zły, a część grobów była zachowana jedynie fragmentarycznie. Udało się jednak stwierdzić, że większość zmarłych, ponad 200, pochowano według kościelnego rytuału pogrzebowego, czyli w trumnie, w pozycji na wznak i z głową skierowaną na zachód. Analizy antropologów pozwoliły stwierdzić, że chowano tu zarówno kobiety jak i mężczyzn, we wszystkich grupach wiekowych – od niemowląt po osoby w podeszłym wieku. Ponad 2/3 zmarłych spoczywało w prostych drewnianych trumnach. Trzeba mieć na uwadze, że cmentarz ten mieścił się poza murami miejskimi, tuż przy brzegu Odry, przez co groby były narażone na ciągłe zalewanie i niszczenie. Podczas badań wykopaliskowych niejednokrotnie zdarzało się, że po otwarciu wieka trumny, szkielet był zalany wodą.

Czy wiemy coś więcej o tym cmentarzu?

Niestety, nie natrafiliśmy dotąd na żadne dokumenty świadczące o cmentarnych funkcjach tego miejsca, co potwierdza również objęcie go XIX-wieczną zabudową mieszkalną. Wiemy tylko, że na terenie tym od schyłku średniowiecza, poza murami miasta, funkcjonowała osada zamieszkana przez ludność opiekującą się domami i ogrodami duchownych z pobliskiego Ostrowa Tumskiego. W źródłach pisanych osada ta funkcjonuje pod nazwą Zatumie (Hinterdom/Hintertum).

Czyli jest możliwe, że to właśnie mieszkańcy tej osady byli tutaj pogrzebani?

Wszystko na to wskazuje. Według zapisków z ksiąg metrykalnych parafii katedralnej na cmentarzu „za Wyspą” grzebano niezamożnych mieszkańców osady na Zatumiu: najemników czy drobnych rzemieślników m.in. szewców, cieśli i rybaków. Wymienieni byli także starcy, wdowy, żebracy. Odnotowano również pochówki osób zmarłych gwałtowną śmiercią – topielca i samobójcy, a także zmarłych w wyniku zarazy. Według opinii Josepha Jungnitza, badacza nowożytnych dziejów Kościoła wrocławskiego, na tzw. pastwisku na Zatumiu chowano tych, którym odmó- wiono pochówku kościelnego, a według ówczesnych kryteriów byli to samobójcy, „heretycy” czyli wyznawcy innych religii, nieochrzczone dzieci, nieznani topielcy czy niezidentyfikowane ofiary zabójstw. Jest też prawdopodobne, że na tym terenie mógł się mieścić cmentarz morowy, czyli dla ofiar epidemii. Niewykluczone, że chowano tu także skazańców, ponieważ w pobliżu, w okolicach dzisiejszego placu Grunwaldzkiego, funkcjonowała szubienica pod jurysdykcja biskupią. Przypuszczalnie w 1602 r. cmentarz po- święcono i przeznaczono dla parafian z Zatumia.

Obszar Zatumia należał do parafii katedralnej.Czy w księgach parafialnych zachowały się jakieś ślady odkrytych przez Was pochówków?

Księgi metrykalne z zapisami chrztów i pogrzebów dla parafii katedralnej prowadzone były od 1587 r. W większości przypadków przy dacie dziennej pogrzebu zapisywano także miejsce spoczynku, którym zwykle był jeden z cmentarzy na Ostrowie. Pojawiają się jednak zapiski sugerujące, że niektóre osoby pochowano retro Insulam czyli „poza Wyspą”, przy czym nie pojawia się tam nazwa cmentarza. Analiza ksiąg parafialnych pozwoliła też stwierdzić, że na Zatumiu chowano nie tylko katolików, ale także protestantów zamieszkujących parafię katedralną. Być może spoczywali oni w osobnych kwaterach.

Zmarli często chowani byli z różnymi przedmiotami. Czy udało się Wam przy tych szczątkach znaleźć tego typu rzeczy?

Udało się, aczkolwiek niezwykle skromne wyposażenie grobów z cmentarza na Zatumiu świadczy o niskim statusie majątkowym osób tam pogrzebanych. Jedynie w siedmiu z ponad 300 grobów znaleziono drobne przedmioty. W jednym z nich odkryto 53 drobne paciorki z turkusa, w innym – 10 paciorków kościanych, przypominających paciorki różańca. W kolejnym odkryto monetę wybitą w mennicy oleśnickiej w 1674 r. W dwóch innych grobach odkryto zabytki związane z kultem chrześcijańskim. Jednym z nich jest cynowy relikwiarzyk medalionowy z wyrytym napisem „TEG” na awersie i godłem jezuitów na rewersie. Drugi zaś to owalna zawieszka, wewnątrz której znajdował się niewielki woskowy medalionik z wymodelowanych wizerunkiem twarzy być może jakiegoś świętego. Osłaniały go z obu stron owalne szybki obwiedzione drucianą plecionką i paciorkami z turkusa. Dość niezwykły jest brak w pochówkach jakichkolwiek części stroju, jak na przykład sprzączek, guzików, resztek obuwia, powszechnych na innych nowożytnych cmentarzyskach. Niewykluczone, że ludność tam pochowana używała tego typu drobiazgów wykonanych z mniej trwałych, niż metal czy skóra, surowców.

Zwykle dzięki przedmiotom znalezionym w grobach da się ustalić ramy czasowe funkcjonowania cmentarza. Czy udało się to i w tym przypadku?

Trudno ustalić dokładny czas użytkowania cmentarza na Zatumiu, ale na podstawie analiz dendrologicznych i znalezionych przedmiotów należy przyjąć, że ramy funkcjonowania tego cmentarzyska najprawdopodobniej zamykają się w okresie od 2. połowy XVI wieku do 1. połowy wieku XVIII. Wynika z tego, że cmentarz na Zatumiu mógł funkcjonować nawet przez 200 lat. Możliwe jest, że został porzucony w związku z regularnymi podtopieniami i przeniesiono go nieco dalej od brzegów Odry, w okolice dzisiejszej ul. Miłej.

Cmentarz znajdujący się poza murami miejskimi, z dala od kościoła, dodatkowo na terenie narażonym na zalewanie. Do tego skromne wyposażenie grobów sugerujące, że chowano tam raczej biedniejszych mieszkańców miasta. Z tego wynika, że cmentarz na Zatumiu należał wówczas do najniższej kategorii miejsc wiecznego spoczynku, prawda?

Za najbardziej ceniony i pożądany uchodził oczywiście pochówek w kościele, w jego krypcie lub kaplicy. Gwarantował on zachowanie pamięci o zmarłym poprzez inskrypcje na płytach nagrobnych i epitafiach, a także zabezpieczenie jego doczesnych szczątków, które były składane w murowanych grobowcach. Był również oznaką społecznego prestiżu – na opłacenie pochówku w miejskim kościele mogli sobie pozwolić jedynie zamożniejsi mieszczanie i przedstawiciele stanu szlacheckiego. Pozostałym mieszkańcom przypadał pochówek na cmentarzu przy kościele. Jednak ówcześnie było to miejsce znacznie odbiegające od naszych obecnych wyobrażeń. Cmentarz stanowił coś w rodzaju parku, gdzie oprócz pogrzebów i procesji odbywały się spotkania towarzyskie, organizowano gry i zabawy. Zdarzało się nawet, że wypasano tam bydło i suszono pranie. Pochówki były anonimowe i nieoznaczone, a za punkty orientacyjne dla ewentualnych odwiedzających – wbrew pozorom nie był to zbyt powszechny obyczaj – służyło prezbiterium kościoła, drzewa czy wspólny dla wszystkich, duży drewniany krzyż. Można zatem przyjąć, iż obraz zmarłych wychodzących z płaskiej, równej murawy w dniu Sądu Ostatecznego, rozpowszechniony w malarstwie późnego średniowiecza, był w gruncie rzeczy realistycznym wizerunkiem cmentarza. Ponadto z powodu ograniczonego miejsca podczas kolejnych pochówków niszczono starsze groby. Pospolitym obrazkiem były poniewierające się po ziemi ludzkie ko- ści, wydobyte przy kolejnym pogrzebie. Czasem przenoszono je do specjalnie do tego celu wznoszonych kaplic, tzw. ossuariów, niekiedy jednak zakopywano w naprędce wykopanych dołkach, wrzucając luźne kości bez porządku anatomicznego. Takie pochówki również odkryto na Zatumiu. Najprawdopodobniej od II połowy wieku XVII funkcjonował wśród mieszkańców Ostrowa Tumskiego jako tzw. cmentarz dla ubogich.

Podsumowując, przypadkowe odkrycie tego cmentarza przyniosło dużo nowych informacji…

Rzeczywiście dzięki odkryciu cmentarza na Zatumiu dowiedzieliśmy się czegoś więcej nie tylko na temat obrzę- dowości pogrzebowej w nowożytnym Wrocławiu, ale też o samym Wrocławiu. Warto pamiętać też o tym, że dzięki badaniom archeologicznym i ekshumacjom Biblioteka Uniwersytecka nie stoi dziś na szczątkach dawnych mieszkańców Wrocławia…

Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Kamilla Jasińska

Dodane przez: Kamilla Jasińska

10 Sty 2017

ostatnia modyfikacja: 10 Sty 2017