Strona używa plików cookies więcej

Ludzie / Ogłoszenia / 17 Styczeń

Człowiek z kamerą

Do Wrocławia przyjechał teoretycznie tylko na studia, ale podjął decyzję, że zostanie tu na zawsze. Filmował i fotografował miasto, jego mieszkańców, ważne wydarzenia, z wielką pasją i oddaniem, stając się wyjątkowym dokumentalistą przeszłości. Włodzimierz Kałdowski – filmowiec i fotograf, uczeń prof. Witolda Romera, absolwent Politechniki Wrocławskiej i pracownik Instytutu Geograficznego Uniwersytetu Wrocławskiego. Zapraszamy na kinową premierę filmu i wystawę „Włodzimierz Kałdowski – człowiek z kamerą”.

Premiera filmu „Włodzimierz Kałdowski – człowiek z kamerą. Dokumentalne materiały filmowe z Wrocławia 1956– 1981” w Kinie Nowe Horyzonty już 17 stycznia (wtorek) o godz. 20.00, zaś otwarcie wystawy pod takim samym tytułem 13 stycznia (piątek) o godz. 18.00 w Galerii Entropia przy ul.Rzeźniczej 4. Wystawa została zorganizowana w ramach projektu TRANSWROCŁAW.

Wrocławianin z wyboru

Filmowiec-amator i fotograf-zawodowiec. Pracę magisterską obronił w 1953 r. na Politechnice Wrocławskiej u prof. Witolda Romera. „Krzywe transmisji i gęstości barwników Agfacolor” była pierwszą w Polsce pracą dotyczącą fotografii barwnej. Jeszcze w 1946 r. otworzył swój pierwszy zakład fotograficzny „Foto Miki” przy placu Grunwaldzkim 60. Po studiach wykonywał tylko prace zlecone, a w 1956 r. rozpoczął pracę w Instytucie Geograficznym UWr. To wtedy nakręcił swój pierwszy, słynny film – „Szafą po Ziemi Kłodzkiej”. Wrocławianinem został z wyboru, bo urodził się w Bydgoszczy i to tam zaczęła się jego wielka pasja. Fotografował miasto w czasie wojny, ujmując w kadrze wojska niemieckie i kolumny jeńców złożone z Polaków i Żydów, a w 1945 r. uciekających Niemców. Za tę pracę i odwagę w 2007 r. dostał medal od prezydenta Bydgoszczy, a zdjęcia z czasu wojny stały ważną częścią bydgoskiego Archiwum Miejskiego. Zaraz po wojnie został pierwszym w Bydgoszczy fotoreporterem agencji Polpress. Postanowił jednak porzucić rodzinne miasto i wyjechał na studia do Wrocławia.

Wrocław i Uniwersytet złapany w kadrze

We Wrocławiu Kałdowski nie rozstawał się z aparatem fotograficznym. Dokumentował zniszczenia całego miasta: ulica po ulicy, dom po domu, ruina po ruinie. Najpierw robił zdjęcia dla siebie, trochę z reporterskiego nawyku, a potem na zlecenie Miejskiego Przedsiębiorstwa Budowlano-Rozbiórkowego. Wszystkie były dokładnie opisane. Jego wielką miłością i powołaniem okazał się jednak film, bo to z kamerą szedł wszędzie tam, gdzie można i gdzie nie można było.  T właśnie Kałdowski sfilmował trębacza grającego hejnał z wieży ratusza nad zrujnowanym jeszcze wrocławskim Rynkiem. Na jego filmach widać tramwaj przejeżdżający obok Szermierza na pl. Uniwersyteckim czy ludzi spieszących pod arkadami nowo wybudowanego KDM-u na pl. Kościuszki. Filmował ekipę remontującą Dworzec Główny PKP, budowlańców stawiających nowe domy, wizyty w ZOO czy tłumy na miejskich kąpieliskach. Jego uważne oko wyławiało wrocławskie neony, które dzisiaj budzą sentyment nie tylko u znawców wratislavianów. Jako pracownik Uniwersytetu Wrocławskiego filmował wiele wydarzeń z życia uczelni. Od 1955 r. – za namową docenta Wojciecha Walczaka i Leszka Baranieckiego zatrudnił się w Instytucie Geograficznym, gdzie zorganizował Pracownię Filmu Naukowego. Pracował już tylko na kolorowej taśmie. Kręcił filmy dla Głównego Komitetu Kultury Fizycznej i Turystyki i do dziś świetnie pamięta wizyty 30-letniego Andrzeja Wajdy, późniejszego laureata Oscara za całokształt twórczości. – Kiedy prof. Alfred Jahn wybierał się na Spitzbergen, namówiłem go, by wziął filmy kolorowe, które potem wywoływałem – mówi z niekłamaną dumą Włodzimierz Kałdowski.

Ta obecność i aktywność w życiu uczelni sprawiła, że udało mu się też sfilmować wizytę I sekretarza Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej Władysława Gomułki, który do Wrocławia przyjechał w 1960 r. na obchody Tygodnia Ziem Zachodnich. Gomułkę przed gmachem Uniwersytetu wita rektor – prof. Witold Świda, prawnik. Na kolejnych ujęciach widać m.in. ruiny, na miejscu których stoi dzisiaj budynek Wydziału Prawa, Administracji i Ekonomii. Na korytarzu ówczesnemu przywódcy partii towarzyszy pierwszy rektor uczelni prof. Stanisław Kulczyński, z tyłu widać Józefa Cyrankiewicza. Są członkowie Senatu, w kolejnych ujęciach widać prawnika prof. Andrzeja Mycielskiego i prof. Stanisława Rosponda – językoznawcę. Wystawę w korytarzu wraz Gomułką oglądali też inni profesorowie, m.in. prof. Ewa Maleczyńska, historyk, ceniona mediewistka oraz prof. Bogusława Jeżowska-Trzebiatowska, wybitna polska chemiczka, współtwórczyni wrocławskiej szkoły chemii koordynacyjnej. – Oczywiście, że nie miałem żadnego problemu z filmowaniem takich ważnych osobistości – uśmiecha się Kałdowski, który przyznaje, że w oficjalnych sytuacjach prosił o zgodę swojego przełożonego, docenta Wojciecha Walczaka, i tę zgodę zawsze dostawał.

Wrocławska codzienność także dostarczała Kałdowskiemu ciekawych tematów. Słynną katastrofę budowlaną nowego budynku Wydziału Melioracji Wyższej Szkoły Rolniczej na pl. Grunwaldzkim w marcu 1966 r. sfilmował przypadkiem. Reporterska pasja i fakt, że praktycznie nie rozstawał się z kamerą sprawiły, że filmował nie tylko katastrofy czy wizyty oficjeli, ale też poważne imprezy sportowe, takie jak zawody żużlowe na Stadionie Olimpijskim i szaloną jazdę na nartach wodnych na Odrze. Kałdowskiemu udało się sfilmować nawet gości na trybunie honorowej, wśród których byli dowódcy armii Układu Warszawskiego, partyjni dygnitarze, członkowie polskiego rządu: generałowie Iwan Ignatiewicz Jakubowski, Wojciech Jaruzelski, Mieczysław Moczar, Siergiej Sztiemienko i Tadeusz Tuczapski. – Ludzie stali wzdłuż ulicy, byli na balkonach, w oknach. Domy były przystrojone flagami i było mnóstwo milicjantów. Ja stałem z kamerą i filmowałem. Prawdę mówiąc, nikt mi nic nie powiedział, nie zabronił. Może to dziwne, ale tak właśnie było – wspomina Włodzimierz Kałdowski.

Cuda w kadrze

Najdłuższa przygoda filmowa Kałdowskiego wiąże się z wydarzeniem rangi światowej. Przez 14 godzin filmował, dwiema kamerami,  transplantację ręki w szpitalu w Trzebnicy. Tego cudu już po raz drugi, w 1978 r., dokonał wybitny mikrochirurg Ryszard Kocięba, który pierwszą taką operację przeprowadził w roku 1971. – Czternaście godzin! To się wydaje po ludzku niemożliwe do przeżycia, ale napięcie było wyjątkowe. Poczucie, że uczestniczymy z żoną Haliną – bo ona też trzymała kamerę – w czymś naprawdę ważnym, przełomowym, chyba podnosiło wszystkim adrenalinę, bo zwyczajnie nikt nie myślał o zmęczeniu. A jeszcze w przerwach profesor, który dla skupienia puścił na sali operacyjnej z magnetofonu muzykę, próbował podkarmiać nas koniakiem, byśmy nie padli. Nie padliśmy. Film powstał i do dzisiaj mam przed oczami ten moment, kiedy operacja się skończyła, a potem okazało się, że w przyszytej ręce wraca krążenie krwi – opowiadał Kałdowski dziennikarce Katarzynie Kaczorowskiej.

Człowiek z kamerą

Kałdowski zrealizował ponad 150 filmów popularnonaukowych i turystycznych. – Mam już tyle lat, że z czystym sumieniem mogę się chwalić, bez narażenia się na zarzut małej skromności. Pierwszą liczącą się nagrodę zdobyłem w 1956 r. za film „Szlakiem Krutyni i Spotkanie na Odrze”. W 1978 r. był złoty medal w Anglii za zdjęcie o najlepszych barwach w skali światowej. Nosiło tytuł „Zakochani w parku”. Drugi medal przywiozłem z Budapesztu, za „Korzeń w Rewalu”, a srebrny z Bułgarii za zdjęcie „In Wino Veritas” –  w sumie tych wystaw było 70, w kraju i zagranicą.
Medale Kałdowski zdobywał również jako racjonalizator i wynalazca w obszarze fototechniki. Zrealizował w sumie aż trzydzieści dwa projekty.

W stanie wojennym rodzina Kałdowskich zaangażowała się w działalność opozycyjną, a wiedza fototechnika przydała się, kiedy w domu powielali w czasie stanu wojennego nielegalne materiały dla „Solidarności”. Ryzykowali, wzywani byli na przesłuchania do SB, namawiani do podpisania lojalki i zaprzestania działalności. Jednak nie popisali i nie przestali działać. – Po prostu są rzeczy ważne w życiu, decyzje, które trzeba podjąć, odpowiedzialność, którą trzeba wziąć na siebie. I chwile, które przechodzą do historii, nawet jeśli brzmi to patetycznie. Dlatego filmowałem odsłonięcie Pomnika Ofiar Grudnia 1970 r., który stanął w Gdańsku w czasie karnawału „Solidarności”. I ofiar Czerwca 1956 roku w Poznaniu. Takie momenty każdego chwytają za gardło, ale ja wtedy chwytałem za kamerę, by nic nie umknęło pamięci – wspomina Kałdowski, który za kamerę chwycił też 25 maja 1981 r., filmując manifestację we Wrocławiu, jedną z wielu, jakie tego dnia zorganizowano w całej Polsce pod hasłem „Wolność dla więźniów politycznych”. Na filmie uważne oko wyłowi Władysława Frasyniuka, przewodniczącego dolnośląskiej „S” i nieżyjącego już Adama Pleśnara, jednego z założycieli Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela. Na filmie widać też maszerującego syna pana Włodzimierza, Wojtka, i obserwującą pochód żonę, panią Halinę.

Czy warto było? Jasne, że tak. Niektórzy mówią, że fotografia kradnie dusze. A ja myślę, że i fotografia, i film, dają nam wyjątkową możliwość ocalenia pamięci o miejscach, ludziach, po prostu o nas – podkreśla Włodzimierz Kałdowski, który wciąż montuje swoje filmy wyciągane z ogromnego archiwum i udostępnia je na serwisie YouTube.

Tekst: Katarzyna Kaczorowska

Dodane przez: Kamilla Jasińska

12 Sty 2017

ostatnia modyfikacja: 16 Sty 2017