Strona używa plików cookies więcej

Kartka z przeszłości / Wydarzenia

Biblioteka na Piasku – koniec pewnej epoki

Na przełomie 2016 i 2017 r. ostatnie zbiory przechowywane w gmachu Biblioteki Uniwersyteckiej na Piasku opuściły ten zabytkowy budynek, tym samym dobiegła końca historia Biblioteki na Piasku. To jednak nie koniec dziejów ani Biblioteki ani tego pięknego obiektu, już wkrótce wprowadzą się bowiem do niego nowi gospodarze.

Stojący na Wyspie Piaskowej – przy dawnej Neue Sandstrasse a obecnie ul. św. Jadwigi ¾ – gmach był wielokrotnie przebudowywany i rozbudowywany, będąc od ok. XII wieku świadkiem wielu wydarzeń. W swojej kilkuwiekowej historii był najpierw klasztorem należącym do zakonu kanoników regularnych św. Augustyna, później więzieniem dla austriackich jeńców wojennych i szpitalem. Na początku XIX w. pełnił funkcję centralnej składnicy mienia kasacyjnego pochodzącego ze śląskich klasztorów i przez wiele lat służył jako główna biblioteka niemieckiego państwowego uniwersytetu we Wrocławiu – Königliche und Universitäts-Bibliothek. W czasie II wojny światowej na swoją komendę upatrzył go sobie ostatni dowódca Festung Breslau gen. Hermann Niehoff. Mocno zniszczony w ostatnich tygodniach wojny, siedzibą Biblioteki Uniwersyteckiej został ponownie pod koniec lat 50. XX wieku po gruntownej odbudowie. Przez ponad 70 lat praktycznie nie mówiło się o tym budynku inaczej niż „Biblioteka na Piasku”. Jak będzie nazywany teraz, gdy zbiorów bibliotecznych już tam nie ma? Wkrótce przeprowadzi się tu część Wydziału Filologicznego m.in. Katedra Judaistyki, Instytut Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej oraz Instytut Studiów Klasycznych, Śródziemnomorskich i Orientalnych. Nim jednak rozpocznie się nowy etap dziejów gmachu na Piasku, a wśród nowych lokatorów i wrocławian przyjmie się nowe określenie, które de facto jeszcze nie powstało, z nostalgią przypomnijmy sobie czasy minione.

Budowa, przebudowa, rozbudowa…

Do początku XIX wieku okazały i sąsiadujący z kościołem gmach zajmowali kanonicy regularni św. Augustyna. Palatyn Bolesława Krzywoustego, Piotr Włostowic, zwany także Włostem, sprowadził ich na Śląsk w połowie XII wieku z Arrovaise i osiedlił w samym centrum ówczesnego kulturalnego i gospodarczego życia, czyli na Wyspie Piaskowej, fundując tam klasztor. Pierwotny romański kościół został ukończony jeszcze przed 1200 r., ale w XIV wieku na jego miejscu postawiono nowy gotycki, który dziś znany jest pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny i słynie m.in. z ruchomej szopki.

Pierwsze zabudowania klasztorne powstały zapewne zaraz po przybyciu kanoników regularnych do Wrocławia, a gotycki klasztor wzniesiono w XV wieku, sukcesywnie go rozbudowując i poszerzając w XVI i XVII wieku, dzięki czemu służył zakonnikom aż do początku XVIII wieku. Wtedy, podążając za nowymi trendami i na fali dużego ruchu budowlanego w mieście, na jego miejscu kanonicy rozpoczęli budowę nowego klasztoru, który w znacznej części zachował się do dziś. Pod ziemią a częściowo i w murach przyziemia tkwią także nieliczne pozostałości wcześniejszych średniowiecznych zabudowań.

Kamień węgielny pod budowę nowego, barokowego klasztoru położono uroczyście 11 maja 1709 r. Jako pierwsze ukończono skrzydło frontowe (zachodnie), na pamiątkę czego w głównym portalu umieszczono datę 1717, zachowaną do dziś. Jako kolejne powstawało skrzydło południowe i północne, które pomimo wielu przeszkód różnej natury – pożarów, wojen, braku materiałów budowlanych i środków finansowych – ukończono w 1730 r. Po zajęciu Śląska i Wrocławia przez Prusy (1741) prace wyhamowały i choć w czasie wojny siedmioletniej (1756–1763) pociski oszczędziły gmach, to jednak klasztor przekształcono na więzienie dla jeńców austriackich, a potem szpital. Do zakonników powrócił dopiero w 1763 r., ale był doszczętnie zrujnowany. Nie obyło się bez wymiany podłóg, pieców, drzwi i okien. Pod koniec XVIII wieku powrócono do zarzuconego przed wojną tematu rozbudowy gmachu i na przełomie XVIII i XIX wieku wzniesiono skrzydło wschodnie, ostatnie z planowanych, co w 1802 r. zakończyło tę wielką i trwającą blisko sto lat inwestycję.

Trzy trójkondygnacyjne skrzydła wraz z przylegającym od północy kościołem i dwukondygnacyjnym skrzydłem północnym utworzyły czworobok z wewnętrznym dziedzińcem. Dodatkowo od wschodu, tj. od strony Odry i Ostrowa Tumskiego, do klasztoru przylegał zachowany gotycki fragment dawnych zabudowań, nieco niższy od pozostałych części gmachu. Cały klasztor utrzymany był w stylu barokowym. Biblioteka klasztorna, reprezentacyjne klatki schodowe oraz sale zostały ozdobione malowidłami i licznymi złoconymi sztukateriami. Skrzydło zachodnie wyróżniało się asymetrycznie ulokowanym pięknym kamiennym portalem z wielką bramą. Nieco inną, bardziej klasycystyczną formę otrzymał portal wschodni od strony dziedzińca. Pełnię swojej świetności siedziba wrocławskich kanoników regularnych miała właśnie w pierwszej dekadzie XIX wieku. Zakonnicy nie byli jednak jedynymi mieszkańcami i użytkownikami gmachu. Część pomieszczeń zajmowała od 1800 r. szkoła budowlana, która zadomowiła się w gmachu aż do 1867 r., a niektóre pomieszczenia przeznaczone zostały na mieszkania prywatne i służbowe. Swoim pięknym i na dobrą sprawę jeszcze nie w pełni wyposażonym budynkiem kanonicy nie długo jednak się cieszyli. W 1810 r. objęła ich sekularyzacja, w związku z czym musieli opuścić klasztor.

Gmach Biblioteki na Piasku na początku XX wieku. W centralnej części zdjęcia widoczne jest nieistniejące już dzisiaj skrzydło; fot. ze zbiorów Biblioteki Uniwersyteckiej we Wrocławiu, Oddział Zbiorów Graficznych

Ratowanie przeszłości

Śląskie klasztory posiadały bogate różnorodne zbiory, przede wszystkim  biblioteczne. Chcąc uchronić je przed zniszczeniem i rozproszeniem, Główna Komisja Sekularyzacyjna podjęła decyzję o przeniesieniu do Wrocławia i scaleniu zbiorów w Centralnej Bibliotece Śląskiej. Do przejęcia klasztornych bibliotek oraz archiwów i różnych dzieł sztuki komisja ta wyznaczyła pochodzącego z Berlina Johanna Gustava Gottlieba Büschinga (1783–1829) – wszechstronnego humanistę, archeologa, filologa germanistę, historyka sztuki i bibliotekarza, który jeszcze przed wydaniem w październiku 1810 r. przez króla Fryderyka Wilhelma III edyktu sekularyzacyjnego, przedstawił w jednym z pruskich ministerstw pomysł zorganizowania dużej, centralnej biblioteki, archiwum oraz galerii sztuki. Decyzją Büschinga, działającego w roli komisarza sekularyzacyjnego, zbiory poklasztorne miały trafiać do gmachu dawnego klasztoru kanoników regularnych na Wyspie Piaskowej.

W ciągu niespełna roku Büsching zgromadził w gmachu na Piasku kolekcje z ok. 40 śląskich klasztorów. W budynku powoli zaczynało brakować miejsca, dlatego w ostatnich miesiącach swojej misji zmuszony został do weryfikacji zbiorów na miejscu i przysyłania do Wrocławia tylko najcenniejszych egzemplarzy. W sumie w wyniku kasaty pod opiekę Uniwersytetu trafiły – poza książkami – tysiące obiektów, np. w 1812 r. samych obrazów zgromadzono 536 szt., a rycin ok. 900 szt. Pod pieczą Büschinga były wszystkie zgromadzone w gmachu na Piasku obrazy, instrumenty muzyczne, archiwalia, miedzioryty, monety, uzbrojenie, zabytki archeologiczne, rzeźby i odlewy gipsowe. Dla tych zabytków Büsching sporządzał obszerne inwentarze, które – choć powstały dwa wieki temu – spełniają współczesne normy katalogowania. Dzięki temu, że numer inwentarzowy umieszczany był na zabytku czerwoną farbą, to dziś wiadomo, które pochodzą z tamtych kolekcji, a jest ich niestety niewiele, bo w czasie II wojny światowej uległy rozproszeniu. Część trafiła do Muzeum Narodowego w Warszawie, część do Muzeum Narodowego we Wrocławiu, inne znajdują się w zbiorach Muzeum Archeologicznego, które jest jednym z oddziałów Muzeum Miejskiego Wrocławia. Nieliczne zachowały się w kolekcjach uniwersyteckich i są prezentowane na wystawach w Muzeum Uniwersytetu Wrocławskiego.

W trakcie zabezpieczania przez Büschinga zbiorów poklasztornych, duże zmiany zaszły na wrocławskim Uniwersytecie Leopoldyńskim, który 3 sierpnia 1811 r. połączony został z uniwersytetem Viadrina z Frankfurtu nad Odrą, tworząc państwową, pięciowydziałową uczelnię o nazwie Universitas litterarum Wratislaviensis. Budynek na Piasku został uznany jako najlepszy do pełnienia funkcji Biblioteki Uniwersyteckiej, dlatego w przepełniającym się już powoli zbiorami przyszłej Centralnej Biblioteki Śląskiej w gmachu umieszczono jeszcze trzy księgozbiory frankfurckie oraz kolekcje leopoldyńskie. Od dnia oficjalnego otwarcia, czyli 19 maja 1815 r. biblioteka nosiła nazwę Królewskiej i Uniwersyteckiej Biblioteki (Königliche und Universitäts-Bibliothek). Pomimo trudnych warunków lokalowych – przepełnienia pomieszczeń księgozbiorami, zbiorami archeologicznymi i dziełami sztuki oraz dzielenia gmachu z innymi użytkownikami – biblioteka uniwersytecka uchodziła za jedną z lepszych w Europie. Poza bogatymi zbiorami, doceniano jej lokalizację w solidnym, przestronnym i jasnym gmachu otoczonym ogrodem oraz czytelnię zorganizowaną początkowo w dwóch niedużych pokojach. Nowoczesną w pełni wyposażoną czytelnię ogólną i pracownię naukową urządzono dopiero w 1878 r. staraniem Karla Dziatzko.

Po przeprowadzeniu niezbędnych remontów, wyposażeniu gmachu i dostosowaniu go do potrzeb dydaktycznych, wnętrze budynku zmieni swoje oblicze; fot. Marcin Fajfruk/UWr

Büsching, odpowiedzialny za posekularyzacyjne zbiory zgromadzone w gmachu na Piasku, stał na stanowisku, że zabytki nie mogą pozostawać nieme – należy je pokazywać, należy o nich mówić i pisać, bo są źródłem wiedzy. Jako jeden z pierwszych na świecie wykazał, że np. źródłami archeologicznymi są nie tylko same zabytki, ale także cała towarzysząca im dokumentacja, dlatego należy ją upubliczniać i możliwie dużo publikować. Z jego inicjatywy na drugim piętrze budynku na Piasku przygotowano ekspozycję obejmującą korytarz i cztery sale, gdzie w sumie prezentowano 213 dzieł pozyskanych w wyniku sekularyzacji śląskich kościołów (drugie tyle w magazynach bibliotecznych czekało na konserwację). Wystawa udostępniona publiczności 29 czerwca 1815 r. była czynna raz w tygodniu i przyciągała rzesze zainteresowanych. Co pewien czas zmieniano ekspozycję, niezmiennie jednak prezentując bogatą kolekcję dzieł Michaela Willmanna, zwanego „śląskim Rafaelem”. Büsching nie poprzestał na zorganizowaniu na Uniwersytecie galerii malarstwa i jeszcze tego samego roku doprowadził do założenia Archiwum, które z dniem 27 października 1815 r. uzyskało status odrębnego instytutu w ramach Uniwersytetu. Od 1817 r. Büsching, już jako profesor nadzwyczajny na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu we Wrocławiu, nadal zajmował się opracowywaniem i udostępnianiem zbiorów uniwersyteckich. Już w roku 1818, czyli zaledwie trzy lata po otwarciu pierwszej we Wrocławiu galerii malarstwa, doprowadził do poszerzenia ekspozycji m.in. o rzeźbę, rzemiosło artystyczne, numizmatykę, militaria i artefakty archeologiczne, inaugurując tym samym na Uniwersytecie działalność Królewskiego Muzeum Sztuki i Starożytności (Königliches Museum für Kunst Und Altertümer).

Pierwsze we Wrocławiu muzeum udostępniające swoje zbiory dla publiczności tworzone było niemal równolegle z Królewską i Uniwersytecką Biblioteką. Podstawa zbiorów i kolekcji była ta sama – pokasacyjny majątek śląskich klasztorów. Siedziba również ta sama – zespół poklasztornych budynków wrocławskich kanoników regularnych św. Augusta na Wyspie Piaskowej, gdzie od 1811 r. gromadzono przejęte mienie kościelne. Dyrektorem nowo powstałego i pierwszego dostępnego dla zwiedzających muzeum został Büsching. Obrazy pokazywane były nadal w głównym gmachu Biblioteki na II piętrze, zaś zbiory starożytności w skrzydle bocznym tzw. ogrodowym. W 1821 r. Büsching rozpoczął poszerzanie kolekcji muzealnej o gipsowe odlewy antyków, które służyć miały jako pomoce naukowe. W sumie w ciągu kilku lat na jego polecenie wykonano ich ok. 70. W 1826 r. zamówił też gemmy. Część gipsowych odlewów i gemm zachowała się do dziś i można je oglądać m.in. w Muzeum Uniwersytetu Wrocławskiego.

Dzięki ogromnemu zaangażowaniu Büschinga powstały we Wrocławiu trzy duże placówki – wszystkie na Uniwersytecie: Archiwum, Biblioteka oraz Królewskie Muzeum Sztuki i Starożytności. Jego znawstwu zawdzięcza się istnienie cennych kolekcji będących dziś w zbiorach m.in. Biblioteki Uniwersyteckiej we Wrocławiu  (rękopisy), muzeów narodowych we Wrocławiu (malarstwo Willmanna) i w Warszawie (sztuka średniowieczna). Büsching umożliwił studentom pracę ze źródłami rękopiśmiennymi, archeologicznymi i sfragistycznymi. Na trwałe wpisał się w historię wielu dyscyplin naukowych, przede wszystkim germanistyki i archeologii, ale także archiwistyki, historiografii, historii sztuki i nauk pomocniczych historii. Założone z jego inicjatywy Królewskie Muzeum Sztuki i Starożytności w 1862 r., czyli już długo po jego śmierci, zostało przekształcone w Muzeum Archeologiczne przy Uniwersytecie we Wrocławiu, a dzięki stałemu poszerzaniu zapoczątkowanej przez Büschinga kolekcji gipsowych odlewów antycznych zabytków, pod koniec XIX wieku muzeum to mogło poszczycić się jedną z największych kolekcji gipsowych odlewów rzeźb na terenie Niemiec.

Aktywna działalność Büschinga na polu muzealnictwa doprowadziła do sytuacji, w której gmach Biblioteki na Piasku przestał mieścić wszystkie zbiory. Co prawda w 1847 r. z budynku wyprowadzono Archiwum, ale inne pozabiblioteczne zbiory nadal się w nim znajdowały. Kolejni dyrektorzy Biblioteki przeprowadzali kolejne reorganizacje mające poprawić sytuację. Szczególnie zasłużył się tu prof. Karl Dziatzko, kierujący biblioteką w latach 1872–1886, oraz prof. Fritz Milkau, który w czasie swojej kadencji (1907–1921) doprowadził do scalenia i uporządkowania zbiorów. Za jego czasów zorganizowano także czytelnię czasopism, ale ponieważ nie było dla niej miejsca w Bibliotece na Piasku, to ulokowano ją w głównym gmachu Uniwersytetu. Już wtedy myślano w wybudowaniu nowego obiektu, który byłby w pełni dostosowany do potrzeb biblioteki, jednak zakrojonych na szeroką skalę planów nie udało się zrealizować. Prowadzono natomiast drobne prace konserwatorskie, wymieniając np. w latach 20. XX wieku na elewacji zachodniej część pierwotnej granitowej kamieniarki na detale wykonane z piaskowca i upraszczając m.in. formę muszli nad oknami pierwszego piętra.

Komendant na Piasku

II wojna światowa otworzyła nowy, tragiczny okres w dziejach Biblioteki i budynku, w którym znajdowało się wówczas blisko 800 tys. woluminów. Pierwsze lata wojny to czas sukcesywnej ewakuacji najcenniejszych zbiorów, z których większość wywieziono do składnic ulokowanych na terenie całego Dolnego Śląska. W gmachu zostało blisko pół miliona tomów. Stale zmniejszała się liczba pracowników, a piwnice przerabiano na schrony przeciwlotnicze. Najgorszy czas nadszedł z końcem 1944 r., gdy na Breslau zaczęły spadać bomby. Gmach biblioteki nie został wprawdzie trafiony, ale w wyniku silnych podmuchów stracił np. wiele szyb. Mimo iż mieszkańców miasta a wraz z nim pracowników uczelni ewakuowano w styczniu 1945 r., to część bibliotekarzy pozostała na miejscu i próbowała ocalić zbiory.

Piwnice poklasztornego gmachu na Piasku uchodziły za najmocniejsze w całym mieście. Mury miały tam metr grubości, a stropy wystarczyło tylko lekko wzmocnić, by z piwnicy bibliotecznej uczynić schron przeciwlotniczy. Na swoją siedzibę upatrzył sobie to miejsce generał Hermann Niehoff – ostatni komendant Festung Breslau. Rozpoczęto prace przygotowawcze. 18 marca do pracowników Biblioteki dotarła wiadomość o decyzji podjętej przez przyszłego „gospodarza” gmachu: w celu zamaskowania kwatery generała, budynek ma zostać wysadzony w powietrze razem ze zbiorami. Pracownicy byli przerażeni, bo w Bibliotece – pomimo wcześniejszej ewakuacji części zbiorów – znajdowało się jeszcze ponad pół miliona tomów. Decyzja wydawała się nieodwołalna, bo w mieście panował terror. Po wielu staraniach uzyskano jedynie zgodę na przeniesienie najcenniejszych zbiorów do znajdującego się po przeciwnej stronie ulicy kościoła św. Anny. Do przenoszenia zbiorów zaangażowano mieszkańców pobliskich kamienic – w sumie ok. 200 osób. Pospieszna przeprowadzka odbywała się niemal pod ciągłym ostrzałem wojsk radzieckich, tak wielkie skupisko ludzi zostało bowiem szybko dostrzeżone przez lotników. Z tego względu w komendzie Festung Breslau narodził się inny pomysł, który o mały włos nie został zrealizowany. Książki miały zostać wrzucone do Odry, jednak w ostatniej chwili stwierdzono, że może się to stać przyczyną długotrwałych i niebezpiecznych w skutkach zakłóceń biegu rzeki, dlatego z tego pomysłu zrezygnowano. Ostatecznie do wysadzenia gmachu też nie doszło, gdyż okazało się, że wojsko niemieckie nie dysponuje wystarczającą ilością materiału wybuchowego. W tej sytuacji nadal prowadzono akcję ewakuacyjną.

31 marca w pożarze pobliskiej hali sportowej spłonęło blisko 20 tys. tomów tam złożonych, głównie dubletów. Wraz z nadejściem świąt Wielkanocnych rozpoczęło się tragiczne w skutkach bombardowanie Breslau. W ciągu zaledwie kilkunastu godzin na miasto zrzuconych zostało kilka tysięcy bomb. Ostrów Tumski i jego okolice bardzo ucierpiały, trafiona została m.in. katedra i skrzydło zachodnie Biblioteki. W gmachu szalał pożar, który pochłonął działy historii i etnografii. Ponad 150 tys. tomów zostało unicestwionych. Ewakuacja trwała dalej i 14 kwietnia, jeszcze przed jej ukończeniem, do schronu przeciwlotniczego ulokowanego w podziemiach przeniósł się komendant Festung Breslau, generał Niehoff, który dotąd urzędował przy dzisiejszym Wzgórzu Partyzantów. Nie są dziś znane dokładniejsze informacje na temat ostatniej kwatery dowództwa Festung Breslau. Sam Niehoff również nie podaje żadnych informacji w swojej książce napisanej po latach wspólnie ze swoim poprzednikiem Hansem von Ahlfenem (Festung Breslau w ogniu). Pewne wnioski można wyciągnąć jedynie na podstawie wyglądu zachowanego do dziś schronu.

Pracownikom Biblioteki Uniwersyteckiej, którzy w czasie wojny z oddaniem ratowali cenne zbiory, mogło się wydawać, że nic gorszego niż przeniesienie do podziemi siedziby komendanta i przez to ściągnięcie uwagi wojsk radzieckich, nie mogło się już stać. Mylili się. Najgorsze miało dopiero nadejść kilka dni po kapitulacji Festung Breslau…

Wejście do schronu znajduje się w narożniku dziedzińca wewnętrznego od strony kościoła Najświętszej Marii Panny na Piasku. Prowadzą do niego oryginalne niemieckie zbrojone drzwi. Schron składa się z kilkunastu pomieszczeń, z których większość była wielofunkcyjna i dziś nie da się już ustalić, w którym miejscu swój gabinet miał gen. Niehoff. W jednym z pomieszczeń zachował się specjalistyczny sprzęt do napowietrzania schronu, a na stropach widoczne są wzmocnienia wykonane w pierwszych latach wojny; fot. Dominika Hull/UWr

Tragiczne powitanie

Prof. Stanisław Kulczyński, organizator i pierwszy rektor Uniwersytetu Wrocławskiego, późnym wieczorem 10 maja 1945 r. złożył prezydentowi Wrocławia Bolesławowi Drobnerowi sprawozdanie ze stanu budynków uniwersyteckich, m.in. tych mieszczących się na Wyspie Piaskowej, które obejrzał zaraz po przyjeździe do Wrocławia wraz ze swoją Grupą Naukową-Kulturalną. Podczas tego pierwszego rekonesansu stwierdzono, że gmach Instytutu Wschodniego stał, ale nie było śladu po księgozbiorach. W bibliotece w tym czasie huczał pożar. Płonęły m.in. duże drewniane belkowania wspierające sklepienie parteru. Pożaru nie można było ugasić, bo nie było jeszcze wtedy w mieście straży pożarnej, a sieć wodociągowa była zniszczona. Nie było także naczyń ani wystarczającej liczby ludzi, by czerpać wodę z pobliskiej Odry. Stwierdzono, że ogień dogorywa i nie powinien się już więcej rozprzestrzeniać. To wszystko Kulczyński szczegółowo zrelacjonował Drobnerowi. Ich rozmowa skończyła się przed północą, po czym szef Grupy Kulturalno-Naukowej wrócił do siebie. Razem z towarzyszami mieli właśnie zasiąść do kolacji, gdy do pokoju wszedł zdenerwowany Drobner, przynosząc wiadomość o pożarze budynku Biblioteki Uniwersyteckiej na Piasku. Prezydent zaoferował Kulczyńskiemu swoje auto wraz z kierowcą, by ten mógł szybciej dotrzeć na miejsce. „Około pierwszej w nocy [z 10 na 11 maja] docieramy na miejsce” – wspominał Kulczyński. „Wokoło Biblioteki pożar. Widno jak w dzień. Wręczamy naszym ochotnikom broń do ręki, której w Bibliotece leży pod dostatkiem, i przetrząsamy piwnice gmachu (…). Rzucamy naszej straży rozkaz, jak ma obsadzić rozgrodzone wejście do gmachu i patrolować jego otoczenie, wydajemy bezwzględny zakaz puszczania kogokolwiek do budynku, pozostawiamy komendę doktorowi Knotowi i powracamy do domu. Nad ranem [11 maja] rozsyłam ponownie patrole zwiadowcze (…). Około ósmej rano wpada goniec: „Biblioteka Uniwersytecka płonie!”. Zbieram resztę ludzi i biegiem udajemy się na Wyspę Piaskową. Na miejscu stwierdzam, że ogień na parterze, zgodnie z naszymi przewidywaniami wczorajszymi, wygasł niemal zupełnie i od tej strony nic nie zagraża złożonym po przeciwnej stronie ulicy księgozbiorom. Natomiast budynek Instytutu Wschodniego, sąsiadujący od południa z kościołem Świętej Anny, zastajemy w płomieniach. Zajął się od ognia podłożonego w przylegających doń kamienicach. Wpadamy do nawy kościoła, gdzie leżą książki, i zastajemy sytuację groźną. Dach kościoła płonie, palące się listwy zaczynają spadać na stosy książek przez olbrzymi otwór w sklepieniu. Moi chłopcy rzucają się z determinacją na ratunek. O wodzie nie ma mowy. Wodociąg miejski zniszczony. Do Odry zbyt daleko, brak zresztą naczyń. Próby ratunku ograniczają się do usuwania osękami spadających kwaczy i odrzucania za burtę książek, które rozpoczęły się już tlić. W tym momencie rozlega się ogłuszający huk. Przez rozwalone sklepienie kościoła i rozbitą bramę wpada chmura czarnego, gorącego i pełnego iskier pyłu. Ogarnia nas ciemność. Uświadamiam sobie, że budynki we Wrocławiu są podminowane albo pełne materiału wybuchowego, złożonego w piwnicach. Na Wyspie Piaskowej, gdzie mieściła się komenda obrony twierdzy, nagromadzenie broni i materiałów wybuchowych musi być szczególnie duże. Oceniam sytuację jako beznadziejną i rzucam rozkaz cofnięcia się. Ale moi młodzi ludzie, podnieceni wzmożonym atakiem ognia, nie myślą mnie słuchać. Krew mi uderza do głowy. Jestem wściekły na nich za niesubordynację i na siebie, że ich tutaj przyprowadziłem. Ponownie rzucam stanowczo rozkaz cofnięcia się i wypadam na ulicę. Spostrzegam jednak, że za mną biegnie tylko jeden z młodych (…). Wracam, aby jeszcze raz powtórzyć rozkaz, ale pasja ściska mnie za gardło i nie pozwala wyrzucić z siebie słowa. W tym momencie słychać nowy wybuch i huk walących się murów. Na jezdnię sypią się ściany Instytutu Wschodniego i część wieży kościoła Panny Marii (…). Wracam do kwatery niemal złamany. Idę do prezydenta  i zastaję go w gronie współpracowników Zarządu Miejskiego, odbierającego sprawozdanie dzienne. Składam raport, że Biblioteka Uniwersytecka nie istnieje. Prezydent jest wzburzony i wzruszony. Opanowuje się jednak szybko, powstaje z krzesła i oświadcza uroczyście: „Od dziś dnia Biblioteką Uniwersytecką będzie Biblioteka Miejska [z siedzibą przy ul. Szajnochy 7–9]. Miasto odda wszystkie rozporządzalne środki, aby umożliwić pracę instytucji, którą uważa za podstawowy element swojej wielkości”.

Gmach Biblioteki Uniwersyteckiej na Piasku z całkowicie spalonym jednym skrzydłem, które dzisiaj nie istnieje; fot. ze zbiorów Biblioteki Uniwersyteckiej we Wrocławiu, Oddział Zbiorów Graficznych

Jak na ironię losu mający powstać z gruzów Uniwersytet, zaraz po przyjeździe pierwszych Polaków, stracił swoją bibliotekę – 10 maja niemal doszczętnie spłonął gmach, zaś 11 maja – księgozbiór złożony w kościele św. Anny, jednak już tego samego dnia w niezwykłym geście pierwszego prezydenta Wrocławia uczelnia zyskała nowy gmach i księgozbiór miejski, oficjalnie przekazany podczas Zjazdu Kultury Polskiej na Ziemiach Zachodnich 8 czerwca 1946 r.

Organizowanie Biblioteki przy odradzających się uczelniach wrocławskich rozpoczęło się już od pierwszych dni pobytu Grupy Naukowo-Kulturalnej we Wrocławiu, tj. 9 maja 1945 r. Antoni Knot, późniejszy dyrektor Biblioteki, był pierwszym polskim pracownikiem naukowym, który przybył do płonącego Wrocławia, zaledwie 3 dni po kapitulacji Festung Breslau. Podjęta od pierwszych dni akcja rewindykacyjna przyniosła dobre rezultaty. Po odkryciu i rozszyfrowaniu niemieckich planów ewakuacyjnych sprowadzono do Wrocławia ponad 210 tys. woluminów należących przed wojną do Biblioteki Miejskiej. Oprócz tego zabezpieczono rozproszone zbiory innych bibliotek wrocławskich i prowincjonalnych – w sumie ponad 1 milion woluminów. Akcja rewindykacyjna trwała kilka lat, jednak większość księgozbiorów trafiła do Wrocławia w pierwszych powojennych miesiącach. Znacznie dłużej trwało ich porządkowanie, segregowanie i opracowywanie. Początkowo zajmowała się tym niewielka grupa 16 polskich bibliotekarzy, którym pomagało ponad 30 bibliotekarzy niemieckich. Równolegle z przygotowywaniem do udostępnienia zbiorów niemieckich, polonizowano księgozbiór uniwersytecki.

I znowu biblioteka

Katastrofalny stan budynku na Piasku sprawił, że początkowo rozważano pozostawienie budynku w formie trwalej ruiny, zabezpieczając go pod koniec lat 40. Dopiero w latach 50. podjęto decyzję o odbudowie i w okresie od 1956 do 1958 r. pod kierunkiem Marcina Bukowskiego przeprowadzono niezbędne prace, które pozwoliły na przywrócenie gmachowi na Piasku jego przedwojennej funkcji, nie odbudowano jednak budynku sąsiadującego od południa z dawnym klasztorem. W 1958 r. rozpoczęła się trwająca trzy lata przeprowadzka zbiorów specjalnych do wyremontowanych pomieszczeń. Biblioteka ponownie zadomowiła się w swojej dawnej siedzibie, stając się na kolejne dekady jednym z najważniejszych miejsc na mapie naukowego i bibliotecznego Wrocławia. Ze zgromadzonych tam zbiorów korzystały tysiące osób – uczonych i studentów. Dla wielu to właśnie zacisza czytelni i pracowni na Piasku były ulubionym miejscem pracy i nauki.

Odremontowany w latach 50. i od tego czasu mocno eksploatowany gmach wymagał stałych remontów, na które uczelnia nie zawsze mogła sobie pozwolić, tym bardziej, że zdawano sobie sprawę z pilnej potrzeby budowy nowego budynku odpowiadającego potrzebom Biblioteki i starano się o pozyskanie środków na mający powstać na terenie kampusu Grunwaldzkiego obiekt. Prowadzony w minionych wiekach wieloetapowy proces budowy gmachu na Piasku na niestabilnym nadrzecznym gruncie, a do tego poważnie zniszczenia wojenne i nadmierne obciążenie budynku zaczęły wkrótce dawać o sobie znać – gmach zaczął powoli osiadać, szczególnie w południowo-wschodnim narożniku, naruszając poważnie konstrukcję całego budynku, którego nie oszczędziły także katastrofy naturalne. W 1997 r., w czasie tzw. powodzi tysiąclecia, jednym z najbardziej narażonych na zalanie obiektów UWr była właśnie Biblioteka na Piasku. Budynek mieszczący niezwykle cenne zbiory specjalne, m.in. starodruki, rękopisy, muzykalia i zbiory kartograficzne, broniony był na wiele sposobów – zbiory przenoszono na wyższe kondygnacje, okna w przyziemiu zamurowywano, a dookoła budynku wzniesiono wał z worków z piaskiem. Mimo wysiłków nie udało się uniknąć zalania piwnic i podziemnego schronu, gdzie poziom wody sięgał od 1,20 do 2 metrów. Jak się później okazało, podwyższone wody gruntowe przyczyniły się ponadto do znacznego osłabienia fundamentów budynku. Ówczesny rektor UWr, prof. Roman Duda, jeszcze w lipcu 1997 r., kilka dni po przejściu fali kulminacyjne, dokonując na gorąco przeglądu skutków powodzi, pisał: „Na pierwszej linii zmagań znalazła się Biblioteka Uniwersytecka na Wyspie Piaskowej, na którą szła cała potęga żywiołu prącego głównym nurtem. Dla każdego było jasne, że Wyspa będzie w trudnej sytuacji, przygotowano się więc do jej obrony i przy ogromnej, samorzutnej pomocy mieszkańców Wyspę, a wraz z nią i Bibliotekę obroniono. Woda przedostała się jednak do piwnic, ale nie spowodowało to większych strat, ponieważ magazynowane tam książki jeszcze przed nadejściem powodzi zostały wyniesione. Bardzo cenny księgozbiór, w tym rękopisy, inkunabuły i starodruki – ocalał. Zniszczeniu uległ magazyn tego księgozbioru.”

Po powodzi przyspieszyły prace nad budową nowego budynku dla Biblioteki Uniwersyteckiej, gmach na Piasku trzeba było jednak wyremontować, bo perspektywa wyprowadzki była jeszcze odległa, a uszkodzone w kilku miejscach i mocno nadwerężone fundamenty zaczęły chłonąć wilgoć bardzo niebezpieczną dla księgozbiorów. W kolejnych latach gmach jeszcze kilkukrotnie był narażony na zalanie w czasie wysokich stanów Odry, jednak udało się go ocalić.

Zabezpieczenia w czasie powodzi w 1997 r.; fot. Jerzy Katarzyński/UWr

Kolejna katastrofa miała miejsce niemal dokładnie 10 lat po powodzi tysiąclecia. Przechodzący przez Wrocław w styczniu 2007 r. huragan Cyryl poważnie uszkodził dach Biblioteki. Ze środków pochodzących z budżetu uczelni i dzięki wsparciu finansowemu zdobytemu przez prof. Rudolfa Lenza z Marburga udało się przeprowadzić niezbędne naprawy, jednak generalny remont obiektu wydawał się nieunikniony. Warunki przechowywania zbiorów ulegały sukcesywnemu pogarszaniu się. W zabytkowym budynku, nie budowanym przecież z myślą o gromadzeniu tak dużej liczby książek, niemożliwe było zapewnienie prawidłowych warunków przechowywania. Poza brakiem miejsca, największym problem była występująca przez większą część roku zbyt duża wilgotność  i wysoka temperatura, które sprzyjały rozwojowi mikroorganizmów bardzo niebezpiecznych dla cennych zbiorów. Niekorzystne było też dla nich światło dzienne wpadające przez duże okna. Systemy alarmowe – przeciwpożarowe i antywłamaniowe – były przestarzałe i mocno wyeksploatowane, dlatego zbiorom groziło wiele niebezpieczeństw. W przypadku pożaru – do którego na szczęście nie doszło – magazyny zlokalizowane na wszystkich kondygnacjach łącznie z piwnicami musiałyby być gaszone wodą, co mogłoby spowodować nieodwracalne szkody nie tylko w konstrukcji budynku, ale przede wszystkim w cennych kolekcjach.

Od 2015 r. trwa remont poszczególnych elewacji gmachu na Piasku. Jako pierwsza ukończona została elewacja zachodnia od strony ul. św. Jadwigi; fot. Dominika Hull/UWr

Oczekując na ukończenie budowy gmachu przy ul. Fryderyka Joliot-Curie 12 i wyposażenie nowego obiektu, Biblioteka Uniwersytecka nie zaniedbywała jednak swojego starego gmachu na Piasku, który wymagał generalnego remontu zarówno w pomieszczeniach, jak i na zewnątrz. Najpilniejsze były prace przy elewacjach, gdzie np. w 2013 r. zaczęły odpadać fragmenty kamiennych obramowań okiennych. W tym samym roku renowacji poddano portal główny budynku, co było możliwe dzięki środkom finansowym przekazanym przez rząd Republiki Federacyjnej Niemiec pozyskanym dzięki staraniom prof. Lenza. Liczne spękania w murze groziły poważnym niebezpieczeństwem, dlatego elewację od strony ul. św. Jadwigi zabezpieczono i rozpoczęto przygotowania do remontu, który rozpoczął się w lipcu 2015 r. Wzmocniono wówczas ściany, zakotwiono kamienne detale, wykonano nowe tynki i wymieniono stolarkę okienną. Prowadzenie prac utrudniała obecność księgozbiorów przechowywanych w tym skrzydle, jednak prace udało się ukończyć w 2016 r. Frontowa elewacja uzyskała nowy, świeży wygląd. Wszystkie detale zachowały swój historyczny wygląd, a nowa kolorystyka została opracowana pod nadzorem konserwatorskim w oparciu o analogie i liczne próby kolorystyczne, gdyż przeprowadzone wcześniej badania stratygraficzne nie przyniosły prawie żadnych rezultatów. Jeszcze w tym samym roku rozpoczęto prace konserwatorskie przy kolejnej, południowej elewacji.

1 lutego 2017 r. dobiegł czas Biblioteki na Piasku. W budynku trwają remonty i przebudowy, wkrótce rozpocznie się także dostosowywanie gmachu do potrzeb nowych gospodarzy. W magazynach zagoszczą nowe księgozbiory filologów klasycznych, judaistów i dziennikarzy. Dawne czytelnie i pracownie zostaną zamienione na sale wykładowe i seminaryjne, do mniejszych gabinetów wprowadzą się pracownicy trzech jednostek Wydziału Filologicznego, a na opustoszałych korytarzach pojawią się studenci. W zacisznym dotąd gmachu bibliotecznym zagości codzienny akademicki gwar.  Rozpocznie się całkiem nowy etap w dziejach gmachu przy ul. św. Jadwigi 3/4.

Kamilla Jasińska

Dodane przez: Kamilla Jasińska

16 Lut 2017

ostatnia modyfikacja: 9 Mar 2017