Strona używa plików cookies więcej

Kartka z przeszłości / Wydarzenia

Wielka woda, czyli o powodzi w 1997 r.

Katastrofalna powódź, która nawiedziła Wrocław dokładnie 20 lat temu – w lipcu 1997 r., nie ominęła obiektów Uniwersytetu. Uczelnia starała się przygotować na starcie z żywiołem, jednak jak wspomina ówczesny rektor UWr prof. Roman Duda, groza tego, co nastąpiło, była większa niż się spodziewano. Mimo tego, dzięki dużej ofiarności ochotników, udało się znacznie ograniczyć szkody.

Widok na Odrę z Wyspy Piaskowej.
Widok na Odrę z Wyspy Piaskowej. Fot. Jerzy Katarzyński/BUWr

Powódź tysiąclecia

Powodzie, które latem 1997 r. dotknęły Polskę, Czechy, Niemcy, Austrię i Słowację, spowodowały największe straty ekonomiczne wśród wszystkich klęsk żywiołowych, jakie w 1997 r. zanotowano na świecie. Bez wątpienia letnia powódź sprzed 20 lat była największym w XX wieku wezbraniem Odry. Bezpośrednią jej przyczyną były duże opady deszczu w dniach od 5 do 9 lipca. W nocy z 11 na 12 lipca przed Wrocławiem doszło do pechowej koncentracji wezbranych rzek: fala kulminacyjna Nysy Kłodzkiej nałożyła się z czołem fali na górnej Odrze. Jak oceniają specjaliści, zostały przekroczone wszystkie stany wody i przepływy notowane na Odrze w XIX i XX wieku. Z koryt i kanałów Odry wydostało się ok. 10 proc. objętości fali wezbraniowej. Zalanych zostało kilka miejscowości pod Wrocławiem, m.in. Siechnice, Kotowice i Radwanice, oraz wiele dzielnic i osiedli miasta, m.in. Księże Małe i Księże Wielkie, Zacisze, Zalesie, Kleczków, Szczytniki, Swojczyce, Strachocin, Wojnów, Kozanów, Popowice, Kowale, Rędzin, Maślice, Stabłowice, Marszowice i Pracze Odrzańskie. Fosa, która wystąpiła z brzegów zalała centrum miasta w tym Podwale, ulice Kołłątaja i Sądową oraz ówczesny pl. 1 Maja. Zabytkowe dzielnice ocalały dzięki temu, że wybudowane zostały liniowe umocnienia.

W wyniku powodzi Wrocław został zalany na powierzchni blisko 9 tys. ha, co oznacza, że ponad 30 proc. powierzchni miasta znalazło się pod wodą. Zalanych lub podtopionych zostało prawie 3,5 tys. budynków mieszkalnych i użyteczności publicznej. Pod wodą znalazło się także wiele zakładów przemysłowych i parków miejskich. Uszkodzonych zostało ponad 300 ulic i prawie 44 km dróg, a ponad 20 mostów wymagało odbudowy. Sieć ciepłownicza ucierpiała w ponad 50 proc., duże zniszczenia dotknęły także sieć energetyczną i telefoniczną. W samym tylko Wrocławiu utonęły 4 osoby, a straty gminy Wrocław oszacowano na 99,2 proc. jej budżetu na rok 1997.

Jak wynika z raportu opracowanego w 1999 r. przez Międzynarodową Komisję Ochrony Odry przed Zanieczyszczeniami, ogólna wartość strat i szkód powstałych w wyniku lipcowo-sierpniowej powodzi w Polsce w 1997 r. została oszacowana na 9,24 mld zł (bez uwzględnienia strat pośrednich), z czego w samym tylko ówczesnym województwie wrocławskim straty obliczono na ponad 2,7 mld zł. To właśnie w tym województwie okazały się najwyższe: ewakuowano 23 tys. osób; zalaniu uległo ponad 40 tys. ha użytków rolnych, 6300 gospodarstw rolnych i wiele obiektów użyteczności publicznej o randze regionalnej, a wśród nich: 9 szpitali, 24 kościoły, 23 obiekty kulturalne, 23 budynki sądów, archiwów, banków, 8 zespołów urbanistycznych, 24 parki miejskie, 21 stacji uzdatniania wody, 23 oczyszczalnie ścieków i 6 wysypisk odpadów.

Wrocławscy historycy, autorzy wydanego kilka miesięcy po tragicznej powodzi wstępnego raportu, zatytułowanego „Wrocławska kronika wielkiej wody”, pisali: „Śmiertelny oddech nieposkromionej powodzi ujawnia się stopniowo. Z perspektywy mijających dni i tygodni widać tym wyraźniej, jak wielkie było zagrożenie totalnego zniszczenia grodu nadodrzańskiego, a jak wiele zdołano uniknąć. Uniknąć w heroicznej, a pozornie tylko prozaicznej walce o swoje miasto. Walce, w której spotykały się wszystkie pokolenia, stany, zawody. Walce, która była nie tylko fragmentem boju o własne mienie i dobytek, lecz również, a może przede wszystkim, sprawdzianem przywiązania do swojego grodu, Wrocławia”. Dzięki heroicznej walce udało się przed większymi szkodami uchronić także Uniwersytet, którego znaczna część budynków znajduje się w bezpośredniej bliskości Odry.

Kalendarium powodziowe

Czas powodzi we Wrocławiu można umownie podzielić na trzy okresy. Zagrożenie narastało w dniach od 6 do 8 lipca, gdy w Sudetach nastąpiły gwałtowne i duże opady. Dolnośląskim rzekom przyglądano się wówczas z dużym niepokojem. W niedzielę 6 lipca wojewoda opolski ogłosił alarm powodziowy. W poniedziałek 7 lipca biuro prasowe wojewody wrocławskiego poinformowało, że Wojewódzki Komitet Przeciwpowodziowy nie widzi zagrożenia powodziowego dla województwa wrocławskiego. Jak pokazały kolejne godziny i dni była to niestety błędna ocena i dopiero w środę 9 lipca o godz. 10.00 ogłoszony został najwyższy stopień zagrożenia powodziowego we Wrocławiu.

Na dni od 9 do 11 lipca przypadał okres bezpośredniego zagrożenia. To wtedy we Wrocławiu trwały gorączkowe przygotowania do obrony miasta przed wielką wodą. Fali kulminacyjnej spodziewano się w piątek. W czwartek 10 lipca z samego rana ówczesny rektor UWr prof. Roman Duda powołał Uniwersytecki Komitet Przeciwpowodziowy, na czele którego stanął prorektor ds. ogólnych prof. Władysław Dynak. Zadaniem komitetu była ochrona ludzi i zabezpieczenie majątku uczelni przed zbliżającą się falą powodziową. „Z właściwą sobie odpowiedzialnością prof. Dynak podjął się tego zadania. Tak jak wielu innych, tak i on niemal zamieszkał wtedy na uczelni” – wspomina rektor Duda. Komitet przed i w trakcie powodzi pracował w systemie całodobowym. „Razem z dziekanami i kierownikami poszczególnych komórek wytypowaliśmy 19 obiektów najbardziej zagrożonych powodzią. Zaczęliśmy też akcję zabezpieczania obiektów oraz ewakuacji sprzętów i zbiorów z zagrożonych pomieszczeń, czyli głównie piwnic” – relacjonował prof. Dynak.

Prof. Dynak siędzący na wale, po lewej wysoki stan Odry w korycie
Prof. Władysław Dynak, ówczesny prorektor UWr ds. ogólnych i przewodniczący Uniwersyteckiego Komitetu Przeciwpowodziowego. Fot. ze zbiorów Archiwum UWr

W tym samym czasie ówczesny dyrektor Archiwum UWr dr Leonard Smołka zarządził natychmiastową ewakuację zbiorów archiwalnych, którym groziło ogromne niebezpieczeństwo, gdyż Archiwum znajdowało się wówczas na parterze głównego gmachu uczelni, na zapleczu remontowanego właśnie w tamtym czasie Oratorium Marianum. Wszystkie akta niemieckie oraz część polskich umieszczona była w magazynie w piwnicy. „Pamiętam jak dziś, jak zaraz po spotkaniu komitetu przeciwpowodziowego przyszedł do Archiwum dyrektor Smołka. Wskazując ręką, mówił, że poziom wody w pomieszczeniach na parterze może sięgnąć ok. 1,5 metra. Natychmiast zaczęliśmy przenoszenie akt. Te z pomieszczeń na parterze, ale nie wszystkie – tylko dwa najniższe rzędy, bo na więcej już nie było czasu – trafiły na półpiętro. Akta z piwnicy pozwolono nam złożyć w Auli Leopoldyńskiej pod emporą” – wspomina Mirosława Sztark z Archiwum UWr i dodaje: „Z koleżanką z Archiwum, Ewą Kłapcińską, obserwowałyśmy Odrę z okien Auli. Odra robiła się z każdą chwila groźniejsza. Była wtedy piękna pogoda, a ta pędząca brunatna woda w rzece robiła na nas piorunujące wrażenie”. Z pomocą przy ewakuacji archiwaliów przyszli uczniowie III Liceum Ogólnokształcącego we Wrocławiu i to dzięki nim, udało się w całości opróżnić piwnicę i wynieść część akt z magazynu na parterze. Akcję tę zakończono tuż przed północą.

Zgodnie z ostrzeżeniami Rejonowego Komitetu Przeciwpowodziowego jednym z najbardziej zagrożonych terenów był m.in. Ostrów Tumski i ul. Grodzka. Zalaniem zagrożona była także Biblioteka Uniwersytecka na Wyspie Piasek. W mieście szybko narastał strach. Trwała budowa wałów z worków z piaskiem. Instytucje takie jak Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Muzeum Narodowe czy Urząd Stanu Cywilnego ewakuowały z niższych kondygnacji swoje zbiory. Przygotowania do zabezpieczenia Biblioteki na Piasku przed falą powodziową rozpoczęły się w czwartek po południu. Zabezpieczano piwnice, w których znajdowało się ok. 40 tys. woluminów, głównie wydawnictw śląskich i dubletów. Zamurowywano okna w przyziemiu, zabezpieczano drzwi i bramy, budowano wały, a książki z dolnych poziomów półek przenoszono wyżej. Ewakuowano także na I piętro ok. 15 ton materiałów introligatorskich z Pracowni Konserwacji. „Biblioteka na Piasku była bardzo zagrożona i tego baliśmy się najbardziej. To niebezpieczeństwo przerażało. Wyspa była otoczona wałem z worków z piaskiem. To było okropne, gdy stało się przy tym wale i widziało tę ogromną falę napływającą od strony mostu Pokoju. Ten wał aż się ruszał. Tu i ówdzie woda ciurkiem przeciekała. Byłem świadkiem załamania się psychicznego jednego z obrońców biblioteki, który wyobraził sobie, co by się stało, gdyby ten wał runął. Załamał się psychicznie i trzeba go było odprowadzić do domu” – wspomina rektor Duda.

Po lewej gmach BUWr na Piasku w widoku od strony Wzgórza Polskiego, po lewej żołnierze na moście Piaskowym wiodącym na Piasek
Jednym z najbardziej narażonych na zalanie obiektów UWr była Biblioteka Uniwersytecka na Piasku. Fot. ze zbiorów Archiwum UWr
Zabezpieczanie gmachu BUWr na Piasku. Po lewej męzczyzna zamurowujący okna w przyziemiu, po prawej pakowanie piasku i ziemi i do worków i zabezpieczanie okien
Budynek mieszczący zbiory specjalne, m.in. starodruki, rękopisy, muzykalia i zbiory kartograficzne broniony był na wiele sposobów. Fot. Jerzy Katarzyński/BUWr
Zabezpieczenia budynku BUWr na Piasku. w oknach worki z Piaskiem, zejścia zabezpieczone zwałami ziemi
Zabezpieczenia budynku BUWr na Piasku. Fot. Jerzy Katarzyński/BUWr

W piątek 11 lipca podjęto decyzję o zabezpieczeniu budynku Biblioteki Uniwersyteckiej przy ul. Szajnochy, mimo iż tej okolicy nie groziło niebezpieczeństwo. Na wszelki wypadek okna piwniczne zabezpieczono folią i workami z piaskiem. W podobny sposób zabezpieczano inne budynki znajdujące się w pobliżu Odry, jak np. gmach główny czy Instytut Biochemii, który wówczas mieścił się na Tamce. W piątkowy wieczór workami z piaskiem obłożona była już większość budynków Uniwersytetu i zabytków wrocławskich, m.in. na Ostrowie Tumskim.

Woda w Odrze błyskawicznie się podnosiła – specjaliści oceniali, że ok. 3 cm na godzinę. Rwący nurt niósł gałęzie, a nawet całe drzewa. Oceniano, że najgorsze przyjdzie w niedzielę. Noc z piątku na sobotę wielu wrocławian spędziło na umacnianiu wałów i obserwowaniu poziomu wody. Z niepokojem Odrze przyglądał się także prof. Władysław Dynak odpowiedzialny za zabezpieczenie Uniwersytetu, który razem z prof. Leonardem Smołką, ówczesnym dyrektorem Archiwum, odbywał nocne obchody budynków uczelni, sprawdzając umocnienia i zabezpieczenia.

W sobotę 12 lipca fala o wysokości ponad 7 metrów wdarła się do Wrocławia. Zalane miasto pozbawione zostało wody, łączności i energii, mimo tego trwała nieustająca i dramatyczna walka z żywiołem. Woda zalewała kolejne dzielnice, odcinając je od pozostałej części miasta. „Groza tego, co przyszło, przerastała nasze oczekiwania” – wspomina rektor Duda.

Wobec błyskawicznego podnoszenia się poziomu wody, zalanie Wyspy Piaskowej – mimo wszelkich umocnień i wałów zbudowanych z worków z piaskiem – było bardzo prawdopodobne, dlatego zapadła decyzja o ewakuowaniu z magazynów piwniczych na I piętro książek, które były już przeniesione, ale tylko na wyższe półki. W sobotę od świtu książki przenosiło 12 bibliotekarzy. Prace utrudniała ciemność spowodowana zamurowanymi oknami. Andrzej Ładomirski wspominał: „Przyniesione latarki bardzo szybko wyczerpywały się, poza tym było ich zbyt mało, dlatego po pewnym czasie zdecydowaliśmy się na użycie świec. Kolejnym problemem była odległość, jaką trzeba było pokonać z książkami […]. Po apelu radiowym pomagało nam w ewakuacji książek kilkadziesiąt osób. Byli wśród nich ludzie bardzo młodzi i w podeszłym już wieku, było wielu pracowników Uniwersytetu, wśród nich profesorowie, byli pracownicy innych uczelni, byli mieszkańcy sąsiednich ulic i przybysze z odległych dzielnic. Od tej pory prace uległy wielkiemu przyspieszeniu […]. Wszyscy pracowali bardzo ciężko i niezwykle ofiarnie. Bez pomocy, jakiej udzielili wolontariusze, z pewnością nie zdołalibyśmy uratować księgozbioru […]. Około godziny 5.00 po południu mogliśmy sobie gratulować wykonania ogromnej pracy. Ewakuowane z piwnic książki piętrzyły się w wymyślnych stosach w salach, na holu i na klatce schodowej na wyższych kondygnacjach. Po ewakuowaniu zbiorów Biblioteki na Piasku, bibliotekarze podjęli decyzję o ewakuowaniu przynajmniej części zbiorów z piwnic budynku przy ul. Szajnochy, choć wówczas wydawała się ona zupełnie bezpieczna. Ładomirski wspominał: „Po namyśle zdecydowaliśmy się, na wszelki wypadek, również i tu wynieść książki z piwnic, chociaż byliśmy przekonani, że nasza praca będzie właściwie stratą czasu i daremnym wysiłkiem. Sytuacja na ul. Szajnochy była trudniejsza niż na Piasku. Przede wszystkim zmagazynowanych tu było w piwnicach o wiele więcej książek, ponad 200 tys. woluminów […]. Oprócz druków zwartych w trzech małych piwnicach znajdowały się czasopisma […]. Na te ogromne ilości woluminów nie mieliśmy dostatecznie wielkich pomieszczeń magazynowych […]. Zdecydowaliśmy się na wykorzystanie do tego celu wszystkich wolnych regałów w magazynach położonych na wyższych piętrach. Na zasadnicze miejsce ewakuacji przeznaczone zostały obydwie czytelnie, w których najpierw na stołach, następnie na podłodze zaczęto gromadzić wynoszone zbiory […]. Pośpieszyła nam w pomocą wielka liczba wrocławian, w tym podobnie jak na Piasku, wielu pracowników Uniwersytetu i innych uczelni”.

Księgozbiory, archiwalia i zbiory z różnych kolekcji muzealnych sprawnie ewakuowano na wyższe kondygnacje lub do innych obiektów dzięki tzw. żywym łańcuszkom
Księgozbiory, archiwalia i zbiory z różnych kolekcji muzealnych sprawnie ewakuowano na wyższe kondygnacje lub do innych obiektów dzięki tzw. żywym łańcuszkom. Fot. Jerzy Katarzyński/UWr

Dzięki bezinteresownej pomocy wrocławian w sobotę udało się wynieść na wyższe kondygnacje prawie połowę księgozbioru zmagazynowanego w piwnicy w budynku przy ul. Szajnochy. „Po kilku godzinach prace zostały przerwane, gdyż elektrownia wyłączyła prąd, czego nikt się nie spodziewał. Praca w ciemności nie była możliwa, dlatego podjęto decyzję o zakończeniu ewakuacji. Zapewne duży wpływ na naszą postawę i pogodzenie się z zaistniałą sytuacją wywarło zmęczenie wielogodzinnym wysiłkiem, ale także przekonanie, że starówka nie zostanie zalana prze wody powodziowe. Niestety decyzja o przerwaniu pracy, jak się miało okazać, była błędna” – wspominał Ładomirski.

Zalana piwnica BUWr na Piasku, ok. 1,5 m wody
Nie udało się uniknąć zalania piwnic i podziemnego schronu w budynku Biblioteki na Piasku. Fot. Jerzy Katarzyński/BUWr

Gdy w budynkach biblioteki trwała ewakuacja zbiorów, woda wdzierała się do innych obiektów Uniwersytetu. Wydział Prawa i Administracji wezwał swoich pracowników do natychmiastowego, oczywiście w miarę możliwości, stawienia się w pracy. Ewakuacji wymagała wydziałowa biblioteka. Jeszcze przed południem rozpoczęła się ewakuacja Biblioteki Austriackiej mieszczącej się na parterze głównego gmachu uczelni. Mimo zabezpieczeń woda wdzierała się także na Tamkę do Instytutu Biochemii i Biologii Molekularnej.

Zalaniem zagrożone były budynki Uniwersytetu oraz Archiwum Państwowego rozciągające się wzdłuż bulwaru Józefa Zwierzyckiego. „Najbardziej zagrożona była ta część, gdzie mieści się geologia [ul. W. Cybulskiego/pl. M. Borna/bulw. J. Zwierzyckiego]. Tam jest spiętrzenie nurtów rzeki, co spowodowało, że poziom wody wzrósł tam znacznie wyżej, niż w innych częściach miasta. Woda się przedarła przez Instytut Nauk Geologicznych, zalała podwórko i wszystko dookoła. Władek [Dynak] sprowadził jednak szybko pompy z Bełchatowa. Kopalnia odkrywkowa w Bełchatowie potrzebuje silnych pomp, bo to jest bardzo głęboka odkrywka. Chętnie nam tych pomp użyczono i mogliśmy z nich skorzystać. Krótko jednak korzystaliśmy, bo miasto je zabrało do innych miejsc, w których te pompy były bardziej potrzebne” – wspomina rektor Duda.

Zalany bulwar Józefa Zwierzyckiego. Fot. Antoni Stryjewski/UWr

Jak mówi Antoni Stryjewski z Muzeum Mineralogicznego, prawdziwy dramat rozpoczął się w piątek po godz. 15.00. „Zdążyliśmy przenieść na wyższy poziom komputery i inne cenne rzeczy. O ewakuacji zbiorów mineralogicznych nawet nie było mowy, bo ich liczba przekracza 20 tys. Uznaliśmy, że ważniejsze jest ewakuowanie zbiorów z filii Muzeum przy ul. Kuźniczej, bo tam znajdują się one w piwnicy. Okazało się, że była to słuszna decyzja, bo pomieszczanie muzealne zostały tam w całości zalane wodą z kanałów burzowych”. Fala powodziowa zalała cały bulwar Józefa Zwierzyckiego i wdarła się na podwórze od strony ul. Cybulskiego, zalewając m.in. pawilon dydaktyczny. „Do piwnic woda wdarła się oknami w przyziemiu, a do przelania się wody przez okna parteru brakowało dosłownie milimetrów” – mówi Stryjewski.

Po lewej widok z okna Muzeum Mineralogicznego przy ul. Cybulskiego na bulwar Józefa Zwierzyckiego. Po prawej zalany bulwar.
Po lewej widok z okna Muzeum Mineralogicznego przy ul. Cybulskiego na bulwar Józefa Zwierzyckiego. Po prawej zalany bulwar. Fot. Antoni Stryjewski/UWr

Niedziela 13 lipca nie przyniosła dobrych informacji. Około godz. 6.00 rano woda podskórna zalała magazyny piwniczne biblioteki Wydziału Prawa i Administracji. Podobna sytuacja miała miejsce w Bibliotece na ul. Szajnochy. Ładomirski wspominał: „Około godziny 6.30 sprawdziliśmy stan piwnic przy ul. Szajnochy. Wszystko wydawało się być w porządku. Niestety, następny przegląd około godziny 8.00 skończył się alarmem i apelem radiowym o pomoc skierowanym do bibliotekarzy i wolontariuszy. Woda bardzo szybko wlewała się do wnętrza przez studzienki burzowe […]. W kilka zaledwie osób (w tym hydraulik przysłany natychmiast na Szajnochy przez permanentnie dyżurujący w gmachu głównym sztab powodziowy) próbowaliśmy zablokować wybijające studzienki, umacniając zasuwy oraz przykrywając je folią i workami z piaskiem, ale udało się to tylko w dwóch przypadkach […]. Nie na wiele zdało się również wypompowywanie wody niewielką pompą, udostępniona nam przez życzliwego mieszkańca ulicy Szajnochy. Jedynym ratunkiem dla książek pozostających jeszcze w piwnicach było ich wyniesienie”

Jak wspomina rektor Duda, zalanie głównego budynku Biblioteki przy ul. Szajnochy było przykrą niespodzianką. „Tego nikt się nie spodziewał. Okazało się, że zalanie nastąpiło przez kanały burzowe. Poziom wody był taki duży, że kanałami burzowymi wpompowywał wodę do miasta i w ten sposób została zalana nie tylko nasza biblioteka, ale też np. sąd” – mówi prof. Duda.

Po przeprowadzonej dzień wcześniej ewakuacji w magazynie piwnicznym pozostało ok. 100 tys. woluminów. Na ogłoszony przez radio apel o pomoc w krótkim czasie odpowiedziało kilkadziesiąt osób, jak oceniają niektórzy nawet ponad sto. Wynoszenie książek z piwnicy rozpoczęto ok. godz. 11.00, gdy woda sięgała do kolan. Zalane były dwa, a w niektórych miejscach nawet trzy, dolne rzędy półek. Ogromnym utrudnieniem była wszechogarniająca ciemność: prądu nie było, okna były zabezpieczone workami z piaskiem, a latarki nie nadawały się do użycia ze względu na brak baterii, o które było bardzo trudno. Pomocne okazały się świece. Ładomirski wspominał: „Przez pierwsze godziny trwał swoisty wyścig ze stale podnoszącą się wodą. Już na samym początku zdecydowaliśmy, że zostawiamy na półkach książki zalane i zaczynamy zdejmowanie od trzeciej półki. Wąż ludzi brodzących w coraz głębszej wodzie obiegał zakamarki, wydłużał się, ścieśniał i skręcał w najrozmaitsze strony […]. Podawane z rąk do rąk książki po pokonaniu schodów wyłaniały się z piwnicy na małym wewnętrznym dziedzińcu, gdzie podlegały sortowaniu na suche i zamoczone”.

Ewakuacja książek trwała do ok. godz. 20.00. Część książek wynoszono, stojąc już po pas w wodzie. Te całkowicie zalane, udało się wyciągnąć tylko dzięki pomocy nurka, która pod wieczór przybył z pomocą. „Widziałem, jak ci ludzie stali po pas w wodzie i podawali sobie książki. W ten sposób nastąpiła ewakuacja. Chciałem spisać przynajmniej kilka nazwisk ludzi, którzy tam wtedy byli. Nie chcieli. Oni byli bardzo zajęci pracą, a to co robią, robią dla naszego Uniwersytetu – tak mówili. Bardzo mnie to ujęło. Później podziękowałem tym ludziom, mieszkańcom Wrocławia i nie tylko, w prasie i przez radio, ale niestety tylko anonimowo, bo nie znałem nazwisk. To było wzruszające, jak kilkadziesiąt osób utworzyło taki ciąg, łańcuch, i z rąk do rąk podawali sobie książki” – opowiada rektor Duda.

W niedzielę 13 lipca woda zalała wiele dzielnic Wrocławia. Dopiero pod wieczór sytuacja zaczęła się stabilizować, bo fala kulminacyjna opuściła miasto, napierając na kolejne miejscowości.

Budowa umocnień przed gmachem głównym
Budowa umocnień przed gmachem głównym. Fot. ze zbiorów Archiwum UWr
Widok przez Brame Cesarską na wał z worków ustawiony tuż przy UWr
W gmachu głównym zalane zostały jedynie piwnice. Fot. za stroną www.dolny-slask.org.pl udostępniona w ramach współpracy ze Stowarzyszeniem Wratislaviae Amici

16 lipca został powołany Środowiskowy Komitet Samopomocy Akademickiej, z rektorem UWr prof. Romanem Dudą na czele. Zadaniem komitetu była koordynacja działań przy usuwaniu skutków powodzi na uczelniach, a prace zostały podzielone pomiędzy wszystkie szkoły. Uniwersytet Wrocławski zajął się ratowaniem zatopionych księgozbiorów oraz organizacją ogólną w tym zbieraniem informacji i ofert pomocy oraz ustalaniem harmonogramu prac zespołów wypompowujących wodę z obiektów uczelnianych. Zadaniem Politechniki Wrocławskiej była ocena stanu technicznego zalanych i podtopionych budynków. Akademia Rolnicza (ob. Uniwersytet Przyrodniczy) organizowała wyjazdy dla dzieci poszkodowanych pracowników wszystkich uczelni, zaś Akademia Medyczna (ob. Uniwersytet Medyczny) podejmowała działania chroniące przed zagrożeniami epidemiologicznymi.

4 sierpnia Uniwersytet Wrocławski przekazał miastu na rzecz osób dotkniętych klęską powodzi swój budynek przy ul. Przybyszewskiego 112–114. Kwaterowano tam mieszkańców Wrocławia, którzy stracili swoje mieszkania. Oprócz tego na potrzeby ewakuowanych powodzian UWr udostępnił blisko 2 tys. miejsc w swoich akademikach i uruchomił dla nich stołówkę.

W następnych dniach sierpnia obiekty wrocławskich szkół wyższych odwiedzane były przez liczne delegacje, m.in. z Ministerstwa Edukacji Narodowej, Departamentu Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Komitetu Badań Naukowych oraz Europejskiego Uniwersytetu Viadrina z Frankfurtu nad Odrą.

Czytelnia główna BUWr na Szajnochy ze stosami książek na podłodze i na stołach
Większość zagrożonych podtopieniem zbiorów zgromadzonych w magazynach przy ul. Szajnochy udało się w porę ewakuować. Te suche składane były na stołach m.in. w czytelni głównej. Fot. Jerzy Katarzyński/BUWr

Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie

Prof. Roman Duda, rektor UWr, 16 lipca skierował słowa podziękowania do tych, którzy stawili czoło klęsce powodzi na Uniwersytecie i tych, którzy się z uczelnią w tych trudnych chwilach solidaryzowali. Dokonał też na gorąco przeglądu skutków powodzi:

„Wzdłuż głównego nurtu Odry, przeciskającej się kilkoma odgałęzieniami między Ostrowem Tumskim a Starym Miastem, leżą budynki Uniwersytetu Wrocławskiego, niektóre tuż przy rzece, inne w niewielkiej od niej odległości. Wszystkie były zagrożone wielką falą powodziową i niemal wszystkie ucierpiały, w nierównym jednak stopniu.

Tuż za Mostem Grunwaldzkim, naprzeciwko Urzędu Wojewódzkiego, znajduje się Instytut Matematyczny, a nieco niżej Wydział Chemii. Oba budynki były przygotowane na wielką wodę, ale zagroziła ona tylko Wydziałowi Chemii, wdzierając się od nabrzeża i zalewając piwnice. Pracownicy Wydziału i okoliczna ludność, która spontanicznie zareagowała na apel radiowy – wspólnie obronili budynek.

Na pierwszej linii zmagań znalazła się Biblioteka Uniwersytecka na Wyspie Piaskowej, na którą szła cała potęga żywiołu prącego głównym nurtem. Dla każdego było jasne, że Wyspa będzie w trudnej sytuacji, przygotowano się więc do jej obrony i przy ogromnej, samorzutnej pomocy mieszkańców Wyspę, a wraz z nią i Bibliotekę obroniono. Woda przedostała się jednak do piwnic, ale nie spowodowało to większych strat, ponieważ magazynowane tam książki jeszcze przed nadejściem powodzi zostały wyniesione. Bardzo cenny księgozbiór, w tym rękopisy, inkunabuły i starodruki – ocalał. Zniszczeniu uległ magazyn tego księgozbioru.

Tuż za Wyspą Słodową znajduje się mała wysepka Tamka, a na niej Instytut Biochemii i Biologii Molekularnej z niezwykle cennym wyposażeniem laboratoryjnym. Najbardziej wartościowy sprzęt został przed nadejściem fali powodziowej wywieziony i sam budynek, pod osłoną Wyspy Piaskowej, wyszedł stosunkowo obronną ręką: zalane zostały piwnice, w których był ciężki sprzęt zamocowany na stałe. Po lewej stronie głównego nurtu na wysokości Wyspy Piaskowej znajduje się stary budynek poklasztorny, w którym mieści się Instytut Filologii Polskiej. Przygotował się on na przyjście fali uderzeniowej, budując imponującą zaporę przed swoją bramą i zabezpieczając inne otwory wlewowe, ale woda tak wysoko nie podeszła. Zalało piwnice.

Za Instytutem Filologii Polskiej znajduje się Ossolineum, następnie budynek farmacji Akademii Medycznej, a za nim gmach główny Uniwersytetu. Żaden z tych budynków nie był bezpośrednio zagrożony falą powodziową (choć byliśmy przygotowani i na taką ewentualność), we wszystkich jednak woda zalała piwnice. Odgrodzony od rzeki budynkiem głównym Uniwersytetu znajduje się gmach Wydziału Prawa i Administracji.

Także i tu nie było fali powodziowej, jednakże woda wdarła się kanałami burzowymi i zalała magazyn wydziałowej biblioteki. W przewidywaniu takiej możliwości magazyn ten został opróżniony z książek znajdujących się na dwóch najniższych półkach i z cenniejszych pozycji na wyższych półkach. Trudno było w krótkim czasie zrobić więcej, biblioteka liczy bowiem ok. 180 tys. pozycji, a jedyna komunikacja z parterem biegnie wąskim korytarzem. Napór wody był jednak tak silny, że zostały podtopione książki na trzeciej półce. Przed całkowitym zalaniem magazynu uratowała nas Ochotnicza Straż Pożarna z Trzebnicy, która wypompowywała wodę. Zamoczeniu uległo jednak ok. 3 tysięcy woluminów, z czego znaczna część jest jednak do odzyskania.

Bardzo ucierpiały Instytuty Fizyki Teoretycznej, Fizyki Doświadczalnej oraz Geologii znajdujące się poniżej opisanych wyżej budynków, po prawej stronie prawego ramienia Odry. Woda podniosła się tu wysoko i uderzyła z impetem na gmach, zalewając piwnice i podtapiając parter. Paniczna reakcja okolicznych mieszkańców i zbudowanie tamy w poprzek strumienia pogorszyło jeszcze sytuację, podnosząc dodatkowo poziom wody. Ten wyższy poziom wody spowodował zalanie i zniszczenie pawilonu dydaktycznego, zbudowanego z drewna i płyt gipsowych. Tutaj straty są duże: zniszczony pawilon, naruszona statyka budynku, zniszczone podłogi, zatopione zbiory geologiczne itp.

W trudnej sytuacji znalazły się też budynki Biblioteki Uniwersyteckiej przy ul. Szajnochy, gdzie bezpośredniego zagrożenia falą powodziową nie było (ulica znajduje się kilkaset metrów od nurtu
Odry), ale woda zaczęła się wylewać ze studzienek burzowych i zalewać piwnice, a w nich magazyny książek. Także i te magazyny były rozładowywane wcześniej, ale nie udało się w porę wynieść wszystkiego i ostatnie woluminy wynoszone były już z wody. Zamoczeniu uległo ok. 1,5 tys. woluminów, tj. mniej niż 1% zbiorów. Ofiarności mieszkańców, którzy stojąc w wodzie wynosili książki i starodruki, i strażaków, którzy uruchomili pompę, zawdzięczamy, że straty nie były większe.

Na ul. Kościuszki została w ciągu 10 minut zalana baza transportowa, a w niej warsztaty i kilka samochodów, a także uwięzieni ludzie. Tam się powodzi nikt nie spodziewał i dlatego tutaj straty są duże.

Ucierpiały dwa domy studenckie, a mianowicie „Ul” przy ul. Komuny Paryskiej 21 i „Wagant” przy ul. Krętej 1/3, które zostały zalane do wysokości I piętra.

Ucierpiał Instytut Astronomiczny przy ul. Kopernika, gdzie są zalane piwnice i podtopiony pawilon.

Pozostałe budynki Uniwersytetu nie zostały silniej dotknięte. Nie udało się jednak uniknąć strat w budynkach najbardziej narażonych, o czym pisałem wyżej. Ofiarność pracowników, którymi z wielkim poświęceniem kierował Uniwersytecki Komitet Przeciwpowodziowy z prof. Władysławem Dynakiem, prorektorem Uniwersytetu na czele, niezwykła ofiarność ludności, reagującej na każdy apel radiowy i telewizyjny i nie szczędzącej swych sił, a także strażakom z Trzebnicy, skierowanym do nas przez Rejonowy Komitet Przeciwpowodziowy, zawdzięczamy, że straty nie są większe.

Bardzo ucierpiało wielu pracowników Uniwersytetu, zwłaszcza ci, których mieszkania znalazły się pod wodą. Dla nich organizujemy mieszkania zastępcze i uruchamiamy specjalny fundusz
powodziowy.

Wielka woda ustępuje i Uniwersytet przystępuje do przywracania swoim budynkom pierwotnego stanu, by móc wznowić pracę naukową, a w październiku przyjąć studentów. Dziękujemy wszystkim za pomoc w ratowaniu naszej substancji materialnej i liczymy na dalszą życzliwość.

Ta ludzka ofiarność w obliczu rozszalałego żywiołu pozostanie najsilniejszym i najpiękniejszym wspomnieniem tych groźnych dni. W pewnej chwili w drzwiach Uczelnianego Komitetu stanął pan z kanistrem w jednej ręce, pompą w drugiej i przewieszonym przez ramię wężem, powiedział, że jest ze Strzelina i że może się przyda. Przydał się i to bardzo. Jak się później dowiedzieliśmy, był to pan Zygmunt Pomirko. Takich przykładów ofiarnej i bezinteresownej pomocy było więcej i to nas szczególnie cieszy, bo ludzie robili to przecież nie dla nas, a dla swojego Uniwersytetu.

Jeszcze w trakcie trwania wysokiego zagrożenia zgłaszały się także instytucje: Ministerstwo Edukacji Narodowej, Komitet Badań Naukowych, Fundacja na Rzecz Nauki Polskiej, a także uczelnie, m.in. Uniwersytet Warszawski, Uniwersytet im. A. Mickiewicza, Akademia Górniczo-Hutnicza z ofertą pomocy.

Jak mówi poeta, prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. W trudnej chwili dla nas wszystkich, w walce z rozszalałym żywiołem, okazało się, że Uniwersytet Wrocławski ma wielu przyjaciół. Im wszystkim najserdeczniej za tę pomoc dziękuję. Tym, którzy chcieliby nas wesprzeć finansowo, podaję numer konta (…).

Prof. dr hab. Roman Duda
Rektor Uniwersytetu Wrocławskiego”

Zniszczenia

Prof. Dynak w swoim sprawozdaniu pisał: „Dobra kultury i dużą część dóbr materialnych można było ewakuować z zagrożonych pomieszczeń, samych jednak obiektów i pomieszczeń przenieść się nie dało. Łącznie zalanych zostało 25 obiektów, a pod wodą znalazło się kilkadziesiąt tysięcy metrów kwadratowych powierzchni użytkowej i piwnic”.

W zakresie ruchomych dóbr kultury największe straty Uniwersytet poniósł w księgozbiorach. W Bibliotece Uniwersyteckiej przy ul. Szajnochy 7/9 i 10, gdzie woda wdarła się kanałami burzowymi, zatopieniu uległo ok. 7 tys. tomów. Na wyższe piętra ewakuowano ok. 200 tys. książek. Pomocy w ratowaniu zbiorów udzieliły m.in. Uniwersytety: Toruński, Warszawski i Gdański, które część zalanych książek wzięły do siebie i tam nie tylko osuszały, ale także poddawały niezbędnym zabiegom introligatorskim itp. Mimo szkód i dezorganizacji, wraz nowym rokiem akademickim Biblioteka wznowiła działalność. Znaczące straty poniosła też Biblioteka Wydziału Prawa i Administracji. Do budynku woda wdarła się kanałami burzowymi i zalała prawie 13 tys. woluminów zmagazynowanych w piwnicach. Na szczęście wiele tomów udało się osuszyć i odzyskać, także dzięki pomocy zaprzyjaźnionych uczelni i instytucji.

Zalane lub zawilgocone książki ze zbiorów BUWr.
Zalane lub zawilgocone książki ze zbiorów BUWr. Fot. Danuta Liszkowska-Solnicka/BUWr

Zarówno Muzeum UWr, jak i Archiwum znajdujące się wówczas w głównym gmachu UWr, a także Biblioteka na Piasku, nie poniosły strat w zakresie swoich zbiorów i kolekcji, dzięki temu, że zagrożone zbiory w porę zostały ewakuowane. Nie dało się jednak uniknąć zalania piwnic i magazynów z regałami i innym wyposażeniem. Zabytkowe wnętrza znajdujące się na parterze głównego gmachu, jak np. dopiero co ukończone po rekonstrukcji i jeszcze oficjalnie nawet nie otwarte Oratorium Marianum, nie zostały zalane.

Najbardziej ucierpiały, o czym wspominał w swoim liście rektor Duda, budynki przy pl. Maxa Borna 9, ul. Cybulskiego 30 i 34, ul. Kopernika 11 i na Tamce. Piwnice zostały też zalane w innych uniwersyteckich obiektach, np. przy pl. Uniwersyteckim 1 i 9–13 oraz Nankiera 4 i 15, przy ulicach: Kuźniczej 22 i 35, Szewskiej 36, 48, 49, 50–51, Grodzkiej 12 i Fryderyka Joliot-Curie 14.

Woda na podwórzu przy ul. Cybulskiego.
Woda na podwórzu przy ul. Cybulskiego. Fot. Antoni Stryjewski/UWr

Dzięki temu, że dyrekcje poszczególnych jednostek szybko zorganizowały ewakuację na wyższe kondygnacje sprzętów z piwnic, a czasami także parterów, udało się uniknąć znacznie większych strat. Mimo tego, szczegółowa analiza sporządzona na początku sierpnia 1997 r. wykazała, że na samą tylko naprawę wszystkich strat potrzebnych będzie prawie 5 mln zł.

Solidarni z poszkodowanymi

Los dotkniętych klęską powodzi wrocławskich uczelni bliski był wielu instytucjom oraz uczelniom krajowym i zagranicznym. „Zarówno w trakcie trwania powodzi, jak i długo jeszcze potem Uniwersytet doświadczał rozlicznych form wsparcia: moralnego, materialnego i finansowego” – pisał prof. Dynak. Ofiarowano bardzo różnorodną pomoc: od przekazania środków finansowych, przez organizowanie kolonii dla dzieci i wczasów dla powodzian, pomoc w wypompowywaniu wody, osuszaniu księgozbiorów i budynków, po zapewnianie nieodpłatnych posiłków oraz dostawy wody pitnej i soków. Mimo ogromnej pomocy i ofiarności wielu osób i instytucji, zebrane do jesieni środki finansowe pozwoliły na pokrycie jedynie połowy strat.

Decyzją rektora Dudy z 17 lipca, po konsultacji ze związkami zawodowymi, utworzony został specjalny fundusz pomocy dla pracowników bezpośrednio poszkodowanych w czasie powodzi. „W tej sytuacji, gdy cały kraj i rzesze ludzi dobrej woli wspierają poszkodowanych swoimi darami, uczelnia ma moralny obowiązek udzielenia pomocy swoim pracownikom” – tłumaczył wówczas
rektor. Z jednorazowej bezzwrotnej zapomogi popowodziowej skorzystało blisko 100 osób, na łączną kwotę ponad 400 tys. zł.

Inaugurując na początku października 1997 r. nowy rok akademicki, rektor Duda mówił: „Wczesne ostrzeżenie prezydenta Bogdana Zdrojewskiego pozwoliło nam zorganizować się i poczynić przygotowania obejmujące ewakuację najwartościowszych księgozbiorów i kolekcji naukowych. Dzięki temu wielka woda nie poczyniła takich spustoszeń, jakie mogła, gdybyśmy nic nie zrobili. Przede wszystkim nie przyniosła strat, z punktu widzenia nauki i kultury, nieodwracalnych. W czasie powodzi, w warunkach ekstremalnych walki z szalejącym żywiołem, ujawniły się wspaniałe postawy ludzkie – solidarność, ofiarność, poświęcenie, spontaniczność i bezinteresowna pomoc. Doznawał tego nasz uniwersytecki Komitet Przeciwpowodziowy zarówno ze strony pracowników uczelni jak i ludzi z zewnątrz, a nawet i spoza miasta. I ta pomoc – ogromna, bezinteresowna, wzruszająca – w dużym stopniu przyczyniła się do tego, że straty Uniwersytetu nie były większe. Za tę pomoc – wielką, bezinteresowną, serdeczną, bezimienną – świadczoną przez ludzi z bliska i z daleka, ze Strzelina, Goszcza, Oleśnicy i Trzebnicy, z dzielnic bliskich i dalekich, wszystkim najserdeczniej dziękuję”.

Rektor miał okazję niemal każdemu podziękować osobiście, gdy podczas Święta Uniwersytetu Wrocławskiego wręczył 20 medali i ponad 300 dyplomów za ofiarność i zasługi w ratowaniu mienia Uniwersytetu podczas letniej powodzi. „Osób, dzięki którym udało się zminimalizować szkody, było z pewnością więcej. Oni na zawsze pozostaną w naszej wdzięcznej pamięci” – podsumował rektor Duda po 20 latach od tych tragicznych wydarzeń.

Kamilla Jasińska

  • Autorka składa serdeczne podziękowania pracownikom Uniwersytetu, którzy podzielili się swoimi wspomnieniami oraz udostępnili materiały pomocne w przygotowaniu artykułu, w szczególności prof. Romanowi Dudzie oraz prof. Władysławowi Dynakowi, a także Tadeuszowi Juchniewiczowi, Jerzemu Katarzyńskiemu, Ewie Kłapcińskiej, Danucie Liszkowskiej-Solnickiej, Januszowi Łachowi, Antoniemu Stryjewskiemu, Mirosławie Sztark oraz Rafałowi Werszlerowi.

Najważniejsza literatura:

  • „Przegląd Uniwersytecki”, nr 6/1997, nr 7/1997.
  • Dorzecze Odry. Powódź 1997 [raport Międzynarodowej Komisji Ochrony Odry przed Zanieczyszczeniem], Wrocław 1999.
  • Ewa Głodowska, Andrzej Ładomirski, Powódź 1997 i w rok po powodzi, wyd. Biblioteka Uniwersytecka we Wrocławiu, Wrocław 1998.
  • Janusz Łach, Rola gwałtownych ulew i powodzi w modelowaniu rzeźby Kotliny Kłodzkiej oraz zachodnich pasm górskich Sudetów Wschodnich, Wrocław 2012.
  • Wojciech Sitek, Wspólnota i zagrożenie. Wrocławianie wobec wielkiej powodzi, Wrocław 1997.
  • Wrocławska kronika wielkiej wody 10 lipca – 18 sierpnia. Wstępny raport, red. Wojciech Wrzesiński, Wrocław 1997.
  • Wyjątkowe zdarzenia przyrodnicze na Dolnym Śląsku i ich skutki, rozprawy naukowe Instytutu Geografii i Rozwoju Regionalnego Uniwersytetu Wrocławskiego, pod red. Piotra Migonia, Wrocław 2010.

Dodane przez: Kamilla Jasińska

6 Lip 2017

ostatnia modyfikacja: 10 Lip 2017